Art

Jak obdarzać dotykiem i jak go przyjmować

05.01.2015
Jak obdarzać dotykiem i jak go przyjmować

Dotyk - mój ulubiony zmysł, który wciąż na nowo obłaskawiam i rozwijam z rozkoszą. Umożliwia mi doświadczanie świata za pomocą całego ciała. Zachęca do pogłębiania otwartości na smakowanie życia przez skórę.

I od razu migawki przed oczami i włącza się pamięć ciała i odczuwanie - niecały rok temu, wiosną, prowadzę samochód, jestem w kilkugodzinnej podróży. Otwarte okno, wiatr pieści moje włosy i muska skórę na szyi. Zmieniam biegi i wtedy ciepłe promienie słońca dotykają skórę mojej dłoni. Całą mnie przenika dreszcz rozkoszy, a z oczu płyną mi łzy. Jestem w błogości, radości i wdzięczności dla mojego ciała, że tak pięknie i mocno odczuwa!

Ciepło pieszczot

Jedno z najwcześniejszych wspomnień, związanych z dotykiem łączy się z historią pewnej letniej burzy, podczas wakacji spędzanych u babci. Najpierw, że najpierw był taniec w kroplach ulewnego deszczu. I jeszcze mocnej pamiętam, jak ślizgałam się, smarowałam, prawie tarzałam z rozmokłej, gliniastej ziemi. Miękki dotyk ciepłej gliny na skórze, w której się zatapiam. Oddawałam się temu doświadczeniu z pasją. Podobno kiedy nastawał czas burzy, moja mama poszukiwała mnie w okolicznych kałużach.

A potem dotyk i pieszczota mężczyzny – pierwszego „prawdziwego” chłopaka. Moje ciało przyjmowało i dawało rozkosz. Pamiętam całym ciałem, jak to było odczuwać, dostawać tyle ciepła, pieszczoty, przyjemności – a to wszystko w poczuciu totalnej niewinności.

Potem dotyk na całe lata gdzieś się wytłumił, wyciszył, schował. Przypominał mi o sobie czasami, kiedy dotykałam tkanin – odzywał się aksamitnie pluszem, szeleścił taftą, czy też chłodził delikatnością jedwabiu. Dopominał się o uwagę, gdy przesypywałam piasek między palcami dłoni. Dawał sygnały tarmosząc moje włosy wiatrem. Jednak nie byłam z nim w bliskim kontakcie.

Moc w dłoni

Drugie życie dotyku wniosło doświadczenie bycia masowaną, a niedługo potem nauka i praktyka masażu lomi lomi nui. Spotkałam się tutaj z pytaniami i odczuciami – na ile potrafię i chcę dawać dotyk, już nie tylko moją dłonią, ale wręcz całym przedramieniem? Kiedy masuję, obdarzam dotykiem i równocześnie go dostaję – w jaki sposób przejawia się moja intencja w takim momencie? To było spotkanie z mocą dotyku. I piękna lekcja pokory i uważności dla każdego ciała, które oddawało się moim dłoniom.

Taniec i ruch to jeden z moich ulubionych sposobów przekazywania i przyjmowania dotyku. Jeszcze wspanialszą okazała się praktyka tantry – moje rozwibrowane ciało przyjmowało i przyjmuje wciąż więcej i więcej. To się nie kończy. Z tego poczucia nakarmienia rodzi się coraz większa potrzeba, by dawać i dzielić się dotykiem z innymi ludźmi, nie tylko z tymi najbliższymi. Tak, to prawda, kiedy moje ciało czuje i odbiera więcej, bardziej czuję też te tak zwane „trudne” emocje, czy „negatywne” odczucia. Jednak za żadne skarby nie oddałabym tego, że czuję odczuwam całym ciałem wciąż mocniej i bardziej.

Błogostany

Wspaniałym odkryciem i możliwością pogłębiania sztuki dzielenia się dotykiem stały się dla mnie Cuddle Party, czyli Party Przytulankowe, które „przywiózł” do Polski Andrew Barnes. To pomysł doskonały w swojej prostocie – bycie z innymi ludźmi w dotyku i przytulaniu, w pełnej bezpieczeństwa atmosferze, którą współtworzymy. Uświadomienie sobie, jak ważna jest intencja dawania i przyjmowania dotyku i zadbanie o własne granice. I szybka pojawiła się we mnie decyzja, by taką możliwość przekazywać dalej i dzielić się nią z innymi. Lubię być w przepływie „dotykowym” nie tylko z najbliższymi mi osobami. I za każdym razem, kiedy uczestniczę w wieczorze przytulania czy współprowadzę go, czuję jak pod wpływem dotyku i przytulania błogość rozpuszcza całe me ciało.

Autorka: Izabela Cisek - COACHERKA CIAŁA, nauczycielka SENSualnej SEKSualności, trenerka rozwoju osobistego w obszarze relacji intymnych. Dziennikarka i redaktorka zafascynowana rozwojem.

E-Magazyn Endorfina, Tekst pochodzi ze współpracującego serwisu: http://www.dojrzewalnia.pl/endorfina

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Jestem seksualna, czyli pełna życia

03.01.2015
Jestem seksualna, czyli pełna życia

Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. Esej Izabeli Cisek.   Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. W momencie zlizywania z mojej dłoni słodkiego soku koloru krwi, wyciekającego z malin. Gdy czuję pożądanie i podniecenie z tego tylko prostego powodu, że jestem żywa, pulsująca i soczysta.   Dzielę się moją seksualnością z kimś, kto staje się dla mnie ważny. Jednak nie mam oczekiwania, że to on będzie wiedział lepiej niż ja, co ja lubię, czy co mnie podnieca. Dlatego sama dbam o to, by umieć z wprawą poruszać się po wklęsłych i wypukłych, suchych i wilgotnych terenach mojego ciała. Choć nie ukrywam, że to naprawdę rozkoszne, gdy czuły i dociekliwy kochanek z uważnością przeprowadza swoją własną ekspedycję badawczą.   Jednak nie zawsze tak było. Pamiętam dobrze czasy, kiedy od pasa w dół nie czułam NIC. Moje biodra były usztywnione, choć ciało zawsze miałam elastyczne. Siedziałem i chodziłam z mocno ściśniętymi udami. I choć lubiłam kontakty damsko-męskie, przez lata były one, delikatnie rzec ujmując, mało satysfakcjonujące. Bolesne. Trudne. Na zaciśnięciu. Bez kontaktu z samą sobą, czy zaklętą w ciele kobiecością. Bez radości, lekkości i zabawy – ona kiedyś nijak nie kojarzyła mi się z seksualnością.   Wszystko zmieniło się, dzięki pracy nad sobą poprzez ciało. To ono od razu poprowadziło mnie tam, gdzie potrzebowało, najpierw poprzez naukę hawajskiego masażu, potem lekcje otwierającego biodra tańca brzucha, doświadczenia ze świadomymi formami tańca i ruchu, aż do tantry.   I to był w pewnym sensie kres poszukiwań i zarazem początek nowego. Dzięki tantrze, która wielu osobom kojarzy się wybitnie z seksem, a oznacza szerzej rozumianą pracę z energią seksualną czyli siłą życiową, obrałam kurs na nową siebie. Tantra to dla mnie ścieżka rozwoju i przemiany, która uznaje seksualność za ważną, wręcz niezbędną sferę do poszerzania świadomości i umożliwiającą duchową przemianę. Uświęcony seks. Intymność wyniesiona do rangi sztuki. To balsam na zranienia kobiecych wagin i skuteczny „otwieracz” męskich serc. Przestrzeń na spotkanie się z kobiecością i męskością w sobie, a także w innych kobietach i mężczyznach, w których można się przeglądać jak lustrze. Możliwość zakosztowania bliskości, a nawet intymności w bezpieczniej atmosferze. Całe moje ciało pokochało pracę z tą energią. Poczułam wielki szacunek dla kobiet i mężczyzn, kobiecości i męskości. Cieszę się akceptacją ciała - mojego i tych, które mogę podziwiać w ich różnorodności.   Mam wielką… słabość do energii seksualnej. To prawda, jestem dziedzicznie obciążona, bo moja góralska część rodziny jest, można by rzec, gorącej krwi. Babcia Helena, licząca sobie dziś 88 lat, jeszcze kilka lat temu na weselach brała się pod boki i śpiewała:   Felusiu, Felusiu Nie róbże mi krzywdy Ty na mnie wychodzisz Ja na Ciebie nigdy Oj dana, oj dana…. Dla pikanterii dodam, że wspomnianym Feliksem był mój ukochany Dziadek, a piosenki wyśpiewywała Babcia w wiejskim domu ludowym tuż obok kościoła już wiele, wiele lat temu. Bardzo szanuję seksualną i zarazem życiową siłę, która może przejawiać się na różne sposoby i we wszystkich aktach stwarzania - a więc każdego dnia. Hołubię ją, co nie znaczy, że chodzę ulicami i dyszę. Jestem wrażliwa na to, kiedy się pojawia między ludźmi, a może bardziej - gdy ludzie choć trochę pozwalają sobie na to. Tworzę dla niej przestrzeń, kiedy się urzeczywistnia. Moja praktyka to: nie tłumić, nie tłamsić, nie zamykać, lecz pozwalać energii choć trochę się ujawnić. Umiejętnie zastosowany wentyl zazwyczaj sprawia, że napięcie w pomieszczeniu spada i wszystkim robi się milej i cieplej. No, może jednak nie wszystkim. Przyznaję, że często ludzie różnie reagują na tę urzeczywistnioną energię. To się nazywa ryzyko!   Bo w naszym totalnie roznegliżowanym, pełnym półnagich ciał, reklamujących, co tylko się da, świecie, świadoma siebie seksualność ulokowana jest w podziemiach. Nieuznawana przez religię, przyjęta przez kulturę w wypaczony sposób, zepchnięta do zbiorowego Cienia, próbuje znaleźć sobie ujście - w nadużyciach, przemocy, perwersjach. Nic dziwnego, że wiele kobiet i mężczyzn nosi w sobie seksualne zranienia, lęki, wstyd.   Uważam, że wszystko jest w naszych… hmm, rękach. Możemy odkrywać i uzdrawiać swoją seksualność. To proces wymagający wielkiej uważności i delikatności, domagający się innego tempa dla każdej osoby, indywidualnie wypracowanych zasad i świadomie wytyczonych granic. Mocno wierzę, że im więcej kobiet i mężczyzn będzie pracować nad swoją energią seksualną, tym bardziej wszyscy będziemy mieć szansę cieszyć się nią i czerpać z niej siłę. Obejmuję tę piękną energię z wdzięcznością - za dar życia, za piękne spotkania z mężczyznami o otwartych sercach, za ekstazę i błogość. Oraz za ogrom sił do twórczych działań, którymi moja seksualność mnie zasila.   P.S. Kilka dni po napisaniu tego tekstu spotkałam się przy stole podczas uroczystej kolacji z moją Babcią Heleną. Sypała dowcipami, także tymi z podtekstem seksualnym i na koniec wypowiedziała jedno frapujące zdanie: „Kobieta to koryto miodu niewylizanego.” Na moje pytanie, skąd te słowa, odparła: „Ze mnie!”.   Autorka: Izabela Cisek - COACHERKA CIAŁA, nauczycielka SENSualnej SEKSualności, trenerka rozwoju osobistego w obszarze relacji intymnych. Dziennikarka i redaktorka zafascynowana rozwojem. E-Magazyn Endorfina, Tekst pochodzi ze współpracującego serwisu: http://www.dojrzewalnia.pl/endorfina

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

01.01.2015
Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

Zażywający mniej niż siedem godzin snu dziennie (dokładnie sześć godzin i pięćdziesiąt osiem minut) Francuzi królują w zestawieniach źle sypiających narodów.

Sytuacja pogarsza się z roku na rok. Zagoszczenie w latach sześćdziesiątych w domach telewizji skróciło noce o ponad godzinę, a późniejsze powszechne używanie internetu i telefonów komórkowych tylko pogorszyły sytuację. W ciągu pięćdziesięciu lat dzienna dawka snu skróciła się o około półtorej godziny. W skali roku ludziom brakuje ponad półtora miesiąca snu w stosunku do ich potrzeb.

Dzieci są najbardziej poszkodowaną grupą. Przewlekły brak snu może u nich bezpośrednio wpływać na złe wyniki w szkole oraz nadmierną pobudliwość. Surowe zakazanie porannego lub późnowieczornego oglądania bajek w telewizji powinno stanowić jedną z podstawowych zasad rodziców, którzy nie chcą, by ich życie rodzinne wyglądało jak pole bitwy.

Poważne konsekwencje

U dorosłych brak snu również niesie za sobą poważne konsekwencje. Sprzyja otyłości oraz cukrzycy, jak również zapadaniu na choroby sercowo-naczyniowe czy psychiczne, takie jak długotrwały niepokój czy depresja. Według Stowarzyszenia Francuskich Towarzystw Autostradowych (Association des sociétés françaises d’autoroutes, ASFA) senność stanowi główną przyczynę wypadków na autostradach (1 na 3). Jest więc nawet częstszą przyczyną niż alkohol (1 na 6) oraz nadmierna prędkość (1 wypadek na 10). W długotrwałej perspektywie brak snu może powodować:

  • Wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę. Niewyspane osoby mają tendencję do zjadania większej ilości słodyczy i przekąsek, przez co jedzą mniej zdrowego pożywienia, np. mniej warzyw. Naukowcy przypuszczają, że wynika to stąd, że dla dobrego funkcjonowania mózg spala glukozę. W momencie, gdy organizmowi brakuje snu, mózg pracuje z większym wysiłkiem i stara się to zrekompensować wyższym poziomem glukozy – a Ty masz niepohamowaną ochotę na podjadanie!
  • Przyrost wagi. Kiedy brak Ci snu, organizm zmniejsza produkcję leptyny – hormonu, który informuje mózg o sytości. Jednocześnie wzrasta poziom greliny – hormonu odpowiedzialnego za uczucie głodu. Brak snu zakłóca również wydzielanie dwóch hormonów wspomagających spalanie tłuszczu: testosteronu oraz hormonu wzrostu.
  • Przyspieszenie procesu starzenia się.
  • Nadciśnienie.
  • Depresję.
  • Wzrost ryzyka zachorowania na raka. Przypuszczalnie ryzyko to rośnie z powodu zmniejszenia poziomu melatoniny – hormonu o właściwościach przeciwrakowych wydzielanego w nocy (u zwierząt cierpiących na poważne zaburzenia snu guzy powiększały się dwa do trzech razy szybciej).

Innymi słowy, złe samopoczucie po nieprzespanej nocy nie jest jedynie złudzeniem – ciało i mózg rzeczywiście na tym cierpią. Nie ma co się dziwić, że fizyczne konsekwencje również dają się odczuć.

Zdumiewające zalety snu

W przeciwieństwie do zbyt krótkich nocy, długie spanie przyniesie Ci korzyści, których być może nawet się nie spodziewasz! Interesujące badanie przeprowadzono na grupie zawodowych koszykarzy z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii, którego wyniki opublikowano w 2012 r. w czasopiśmie medycznym Sleep. Autorzy poprosili grupę ochotników, aby ci spali co najmniej dziesięć godzin każdej nocy przez pięć do siedmiu tygodni, czyli 1–3 godzin dłużej niż zwykle. Nie wszystkim się to udało, jednak średnio spali o dziewięćdziesiąt minut dłużej każdej nocy. Skutki były natychmiastowe: wszyscy zaczęli biegać szybciej i na przebiegnięcie trzech długości boiska potrzebowali średnio o jedną sekundę mniej. Innymi słowy, jest to różnica czasu decydująca o wygranej podczas meczu. Badacze zauważyli również, że poprawiła się ich celność (więcej piłek w koszu) oraz ogólne samopoczucie. Byli mniej zmęczeni podczas dnia. Warto zauważyć, że w rzeczywistości sportowcy spali znacznie krócej niż im się wydawało. Szacowali, że śpią około dziesięciu i pół godziny co noc, jednak na nadgarstkach założone mieli urządzenia mierzące czas snu na podstawie ruchów ciała. Według owych urządzeń koszykarze średnio spali sześć godzin i czterdzieści pięć minut podczas pierwszych pięciu tygodni trwania badania oraz osiem i pół godziny w drugiej części badania.

Przestrogi przed zbyt długim snem

Specjaliści ds. snu przestrzegają jednak przed zbyt długim spaniem – człowiek nie jest najlepiej przystosowany do spania po dziesięć godzin na dobę, nie mówiąc już o problemach natury praktycznej, których mogłoby to przysparzać. Dodatkowo spanie ponad dziewięć godzin dziennie może podnosić ryzyko chorób sercowo-naczyniowych o 50%.

Sen optymalny

Według dr. Anila Ramy, Dyrektora ds. Medycznych Sleep Medicine Laboratory w Kaiser, San Jose (Kalifornia), siedem do dziewięciu godzin snu dziennie to optymalna długość.

Na równi ze sportem i żywieniem

Maratończyk oraz triathlonista Scott Dunlap w wywiadzie przeprowadzonym dla czasopisma San Francisco Chronicle stwierdził, że od dwóch lat dłuższy sen stanowi część programu przygotowującego go do maratonu. „Jeśli spojrzycie na mój plan treningu, sen ma równie duże znaczenie jak dystans, który przebywam, czy mój czas” – mówi sportowiec. Według San Francisco Chronicle, Scott Dunlap podczas okresu treningu śpi zwykle od sześciu do siedmiu godzin dziennie, jednak zwiększa ten czas do dziewięciu – dziesięciu godzin na dwa tygodnie przed zawodami. „Odkąd sypiam dłużej, moje wyniki znacznie się poprawiły. Stanowi to dla mnie taką różnicę jak między z trudem wywalczonym miejscem w pierwszej dziesiątce a zakończeniem zawodów na podium”. A zatem, nawet, jeśli nie biegasz w maratonach, śpij więcej! Zdrowia życzę ! Jean-Marc Dupuis   Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Copyright ©2019 RankingLekarzy.pl

Strefa lekarza Zaloguj się Zarejestruj się