Art

Jestem seksualna, czyli pełna życia

03.01.2015
Jestem seksualna, czyli pełna życia

Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. Esej Izabeli Cisek.   Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. W momencie zlizywania z mojej dłoni słodkiego soku koloru krwi, wyciekającego z malin. Gdy czuję pożądanie i podniecenie z tego tylko prostego powodu, że jestem żywa, pulsująca i soczysta.   Dzielę się moją seksualnością z kimś, kto staje się dla mnie ważny. Jednak nie mam oczekiwania, że to on będzie wiedział lepiej niż ja, co ja lubię, czy co mnie podnieca. Dlatego sama dbam o to, by umieć z wprawą poruszać się po wklęsłych i wypukłych, suchych i wilgotnych terenach mojego ciała. Choć nie ukrywam, że to naprawdę rozkoszne, gdy czuły i dociekliwy kochanek z uważnością przeprowadza swoją własną ekspedycję badawczą.   Jednak nie zawsze tak było. Pamiętam dobrze czasy, kiedy od pasa w dół nie czułam NIC. Moje biodra były usztywnione, choć ciało zawsze miałam elastyczne. Siedziałem i chodziłam z mocno ściśniętymi udami. I choć lubiłam kontakty damsko-męskie, przez lata były one, delikatnie rzec ujmując, mało satysfakcjonujące. Bolesne. Trudne. Na zaciśnięciu. Bez kontaktu z samą sobą, czy zaklętą w ciele kobiecością. Bez radości, lekkości i zabawy – ona kiedyś nijak nie kojarzyła mi się z seksualnością.   Wszystko zmieniło się, dzięki pracy nad sobą poprzez ciało. To ono od razu poprowadziło mnie tam, gdzie potrzebowało, najpierw poprzez naukę hawajskiego masażu, potem lekcje otwierającego biodra tańca brzucha, doświadczenia ze świadomymi formami tańca i ruchu, aż do tantry.   I to był w pewnym sensie kres poszukiwań i zarazem początek nowego. Dzięki tantrze, która wielu osobom kojarzy się wybitnie z seksem, a oznacza szerzej rozumianą pracę z energią seksualną czyli siłą życiową, obrałam kurs na nową siebie. Tantra to dla mnie ścieżka rozwoju i przemiany, która uznaje seksualność za ważną, wręcz niezbędną sferę do poszerzania świadomości i umożliwiającą duchową przemianę. Uświęcony seks. Intymność wyniesiona do rangi sztuki. To balsam na zranienia kobiecych wagin i skuteczny „otwieracz” męskich serc. Przestrzeń na spotkanie się z kobiecością i męskością w sobie, a także w innych kobietach i mężczyznach, w których można się przeglądać jak lustrze. Możliwość zakosztowania bliskości, a nawet intymności w bezpieczniej atmosferze. Całe moje ciało pokochało pracę z tą energią. Poczułam wielki szacunek dla kobiet i mężczyzn, kobiecości i męskości. Cieszę się akceptacją ciała - mojego i tych, które mogę podziwiać w ich różnorodności.   Mam wielką… słabość do energii seksualnej. To prawda, jestem dziedzicznie obciążona, bo moja góralska część rodziny jest, można by rzec, gorącej krwi. Babcia Helena, licząca sobie dziś 88 lat, jeszcze kilka lat temu na weselach brała się pod boki i śpiewała:   Felusiu, Felusiu Nie róbże mi krzywdy Ty na mnie wychodzisz Ja na Ciebie nigdy Oj dana, oj dana…. Dla pikanterii dodam, że wspomnianym Feliksem był mój ukochany Dziadek, a piosenki wyśpiewywała Babcia w wiejskim domu ludowym tuż obok kościoła już wiele, wiele lat temu. Bardzo szanuję seksualną i zarazem życiową siłę, która może przejawiać się na różne sposoby i we wszystkich aktach stwarzania - a więc każdego dnia. Hołubię ją, co nie znaczy, że chodzę ulicami i dyszę. Jestem wrażliwa na to, kiedy się pojawia między ludźmi, a może bardziej - gdy ludzie choć trochę pozwalają sobie na to. Tworzę dla niej przestrzeń, kiedy się urzeczywistnia. Moja praktyka to: nie tłumić, nie tłamsić, nie zamykać, lecz pozwalać energii choć trochę się ujawnić. Umiejętnie zastosowany wentyl zazwyczaj sprawia, że napięcie w pomieszczeniu spada i wszystkim robi się milej i cieplej. No, może jednak nie wszystkim. Przyznaję, że często ludzie różnie reagują na tę urzeczywistnioną energię. To się nazywa ryzyko!   Bo w naszym totalnie roznegliżowanym, pełnym półnagich ciał, reklamujących, co tylko się da, świecie, świadoma siebie seksualność ulokowana jest w podziemiach. Nieuznawana przez religię, przyjęta przez kulturę w wypaczony sposób, zepchnięta do zbiorowego Cienia, próbuje znaleźć sobie ujście - w nadużyciach, przemocy, perwersjach. Nic dziwnego, że wiele kobiet i mężczyzn nosi w sobie seksualne zranienia, lęki, wstyd.   Uważam, że wszystko jest w naszych… hmm, rękach. Możemy odkrywać i uzdrawiać swoją seksualność. To proces wymagający wielkiej uważności i delikatności, domagający się innego tempa dla każdej osoby, indywidualnie wypracowanych zasad i świadomie wytyczonych granic. Mocno wierzę, że im więcej kobiet i mężczyzn będzie pracować nad swoją energią seksualną, tym bardziej wszyscy będziemy mieć szansę cieszyć się nią i czerpać z niej siłę. Obejmuję tę piękną energię z wdzięcznością - za dar życia, za piękne spotkania z mężczyznami o otwartych sercach, za ekstazę i błogość. Oraz za ogrom sił do twórczych działań, którymi moja seksualność mnie zasila.   P.S. Kilka dni po napisaniu tego tekstu spotkałam się przy stole podczas uroczystej kolacji z moją Babcią Heleną. Sypała dowcipami, także tymi z podtekstem seksualnym i na koniec wypowiedziała jedno frapujące zdanie: „Kobieta to koryto miodu niewylizanego.” Na moje pytanie, skąd te słowa, odparła: „Ze mnie!”.   Autorka: Izabela Cisek - COACHERKA CIAŁA, nauczycielka SENSualnej SEKSualności, trenerka rozwoju osobistego w obszarze relacji intymnych. Dziennikarka i redaktorka zafascynowana rozwojem. E-Magazyn Endorfina, Tekst pochodzi ze współpracującego serwisu: http://www.dojrzewalnia.pl/endorfina

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

01.01.2015
Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

Zażywający mniej niż siedem godzin snu dziennie (dokładnie sześć godzin i pięćdziesiąt osiem minut) Francuzi królują w zestawieniach źle sypiających narodów.

Sytuacja pogarsza się z roku na rok. Zagoszczenie w latach sześćdziesiątych w domach telewizji skróciło noce o ponad godzinę, a późniejsze powszechne używanie internetu i telefonów komórkowych tylko pogorszyły sytuację. W ciągu pięćdziesięciu lat dzienna dawka snu skróciła się o około półtorej godziny. W skali roku ludziom brakuje ponad półtora miesiąca snu w stosunku do ich potrzeb.

Dzieci są najbardziej poszkodowaną grupą. Przewlekły brak snu może u nich bezpośrednio wpływać na złe wyniki w szkole oraz nadmierną pobudliwość. Surowe zakazanie porannego lub późnowieczornego oglądania bajek w telewizji powinno stanowić jedną z podstawowych zasad rodziców, którzy nie chcą, by ich życie rodzinne wyglądało jak pole bitwy.

Poważne konsekwencje

U dorosłych brak snu również niesie za sobą poważne konsekwencje. Sprzyja otyłości oraz cukrzycy, jak również zapadaniu na choroby sercowo-naczyniowe czy psychiczne, takie jak długotrwały niepokój czy depresja. Według Stowarzyszenia Francuskich Towarzystw Autostradowych (Association des sociétés françaises d’autoroutes, ASFA) senność stanowi główną przyczynę wypadków na autostradach (1 na 3). Jest więc nawet częstszą przyczyną niż alkohol (1 na 6) oraz nadmierna prędkość (1 wypadek na 10). W długotrwałej perspektywie brak snu może powodować:

  • Wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę. Niewyspane osoby mają tendencję do zjadania większej ilości słodyczy i przekąsek, przez co jedzą mniej zdrowego pożywienia, np. mniej warzyw. Naukowcy przypuszczają, że wynika to stąd, że dla dobrego funkcjonowania mózg spala glukozę. W momencie, gdy organizmowi brakuje snu, mózg pracuje z większym wysiłkiem i stara się to zrekompensować wyższym poziomem glukozy – a Ty masz niepohamowaną ochotę na podjadanie!
  • Przyrost wagi. Kiedy brak Ci snu, organizm zmniejsza produkcję leptyny – hormonu, który informuje mózg o sytości. Jednocześnie wzrasta poziom greliny – hormonu odpowiedzialnego za uczucie głodu. Brak snu zakłóca również wydzielanie dwóch hormonów wspomagających spalanie tłuszczu: testosteronu oraz hormonu wzrostu.
  • Przyspieszenie procesu starzenia się.
  • Nadciśnienie.
  • Depresję.
  • Wzrost ryzyka zachorowania na raka. Przypuszczalnie ryzyko to rośnie z powodu zmniejszenia poziomu melatoniny – hormonu o właściwościach przeciwrakowych wydzielanego w nocy (u zwierząt cierpiących na poważne zaburzenia snu guzy powiększały się dwa do trzech razy szybciej).

Innymi słowy, złe samopoczucie po nieprzespanej nocy nie jest jedynie złudzeniem – ciało i mózg rzeczywiście na tym cierpią. Nie ma co się dziwić, że fizyczne konsekwencje również dają się odczuć.

Zdumiewające zalety snu

W przeciwieństwie do zbyt krótkich nocy, długie spanie przyniesie Ci korzyści, których być może nawet się nie spodziewasz! Interesujące badanie przeprowadzono na grupie zawodowych koszykarzy z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii, którego wyniki opublikowano w 2012 r. w czasopiśmie medycznym Sleep. Autorzy poprosili grupę ochotników, aby ci spali co najmniej dziesięć godzin każdej nocy przez pięć do siedmiu tygodni, czyli 1–3 godzin dłużej niż zwykle. Nie wszystkim się to udało, jednak średnio spali o dziewięćdziesiąt minut dłużej każdej nocy. Skutki były natychmiastowe: wszyscy zaczęli biegać szybciej i na przebiegnięcie trzech długości boiska potrzebowali średnio o jedną sekundę mniej. Innymi słowy, jest to różnica czasu decydująca o wygranej podczas meczu. Badacze zauważyli również, że poprawiła się ich celność (więcej piłek w koszu) oraz ogólne samopoczucie. Byli mniej zmęczeni podczas dnia. Warto zauważyć, że w rzeczywistości sportowcy spali znacznie krócej niż im się wydawało. Szacowali, że śpią około dziesięciu i pół godziny co noc, jednak na nadgarstkach założone mieli urządzenia mierzące czas snu na podstawie ruchów ciała. Według owych urządzeń koszykarze średnio spali sześć godzin i czterdzieści pięć minut podczas pierwszych pięciu tygodni trwania badania oraz osiem i pół godziny w drugiej części badania.

Przestrogi przed zbyt długim snem

Specjaliści ds. snu przestrzegają jednak przed zbyt długim spaniem – człowiek nie jest najlepiej przystosowany do spania po dziesięć godzin na dobę, nie mówiąc już o problemach natury praktycznej, których mogłoby to przysparzać. Dodatkowo spanie ponad dziewięć godzin dziennie może podnosić ryzyko chorób sercowo-naczyniowych o 50%.

Sen optymalny

Według dr. Anila Ramy, Dyrektora ds. Medycznych Sleep Medicine Laboratory w Kaiser, San Jose (Kalifornia), siedem do dziewięciu godzin snu dziennie to optymalna długość.

Na równi ze sportem i żywieniem

Maratończyk oraz triathlonista Scott Dunlap w wywiadzie przeprowadzonym dla czasopisma San Francisco Chronicle stwierdził, że od dwóch lat dłuższy sen stanowi część programu przygotowującego go do maratonu. „Jeśli spojrzycie na mój plan treningu, sen ma równie duże znaczenie jak dystans, który przebywam, czy mój czas” – mówi sportowiec. Według San Francisco Chronicle, Scott Dunlap podczas okresu treningu śpi zwykle od sześciu do siedmiu godzin dziennie, jednak zwiększa ten czas do dziewięciu – dziesięciu godzin na dwa tygodnie przed zawodami. „Odkąd sypiam dłużej, moje wyniki znacznie się poprawiły. Stanowi to dla mnie taką różnicę jak między z trudem wywalczonym miejscem w pierwszej dziesiątce a zakończeniem zawodów na podium”. A zatem, nawet, jeśli nie biegasz w maratonach, śpij więcej! Zdrowia życzę ! Jean-Marc Dupuis   Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Narkotyki – o tym nie przeczytasz nigdzie indziej

31.12.2014
Narkotyki – o tym nie przeczytasz nigdzie indziej

Uzależnienie od narkotyków twardych przedstawiane jest jako rodzaj choroby dotykającej niewinne ofiary, w podobny sposób jak na przykład zwyrodnienie stawów.

Będąc ofiarami dilerów, konsumenci narkotyków, którzy chcieliby przestać brać, musieliby znosić wielkie cierpienia w fazie odstawienia.

Chodziłoby więc o rodzaj choroby, zależnej od medycyny.

Myślę jednak, że to mit, który narkomanom robi krzywdę, ponieważ:

  • dostarcza im wymówki, „dobrego” powodu, aby nadal tkwić w uzależnieniu;
  • co jeszcze gorsze: ukrywa prawdę o uzależnieniu od narkotyków, a tym samym utrudnia podjęcie dostosowanych działań, które zapobiegłyby braniu narkotyków oraz pomogły osobom uzależnionym wyjść z nałogu.

Niebezpieczeństwo delirium tremens

Zacznijmy od obalenia mitu jakoby faza odstawienia była niebezpieczna i straszliwie bolesna, co wyjaśniałoby, dlaczego narkomani nie mogą wyjść z uzależnienia bez pomocy lekarskiej.

Opisywane w powieściach i filmach przerażające sceny obrazujące, co dzieje się z osobami pozbawionymi narkotyków, to wymysły. Takie sceny inspirowane są tak naprawdę zespołem odstawienia występującym w alkoholizmie.

U 5 – 10% alkoholików, odstawienie alkoholu wywołuje delirium tremens, stan pobudzenia z gorączką, drgawkami całego ciała, koszmarami i zaburzeniami świadomości. Delirium tremens kończy się śmiercią u 15% osób, jeśli jest leczone, oraz u 35% osób, jeśli nie jest leczone1.

Jest to więc bardzo poważny problem i jest absolutnie konieczne, aby alkoholik trafił pod opiekę lekarza.

Ale żaden podobny zespół odstawienia nie istnieje w przypadku odstawienia narkotyków, takich jak konopie indyjskie, kokaina i LSD.

Możesz się o tym przekonać, czytając przykładowy artykuł o odstawianiu kokainy2lub inny cytowany artykuł3, a także w Wikipedii pod hasłem zespół abstynencyjny4. W każdym z tych miejsc jest informacja, że okres odstawienia jest bardzo trudny, ale opisywane są wyłącznie poszczególne odczucia, takie jak złe samopoczucie, zmęczenie, lęki, pobudzenie itp.

To dlatego, że nie ma fizycznych niebezpiecznych objawów podobnych do tych wywołanych przez delirium tremens.

Przypadek szczególny – heroina

Heroina jest jedynym używanym narkotykiem, którego faza odstawienia jest trudna (jednak nie tak jest aż tak niebezpieczna ani nie wymaga opieki lekarskiej)

Odstawienie wywołuje złe samopoczucie z objawami przypominającymi grypę, jednak bez gorączki. Dokładne objawy są następujące:

  • Około 12 godzin po ostatniej dawce heroiny pojawia się ziewanie, łzawienie, wodnisty katar, pocenie się i niepokój.
  • W ciągu 24 godzin od odstawienia narkoman ma skurcze mięśni, odczuwa bóle mięśniowe, mdłości, jest rozdrażniony i ma problemy z zaśnięciem.
  • Około trzeciego dnia pojawiają się problemy z układem trawiennym (wymioty, biegunka), wzmożona praca serca i podwyższone ciśnienie krwi.
  • Następnie te objawy zmniejszają się i zanikają mniej więcej do ósmego dnia.

W Europie życie osoby uzależnionej od heroiny nie jest nigdy zagrożone przez fazę odstawienia. Owszem, jest to mało przyjemne, ale nie ma cech szczególnego zagrożenia5.

Dlaczego w takim razie tak trudno narkomanowi przestać zażywać narkotyki?

Z bardzo „dobrych” powodów, które jednak nie mają nic wspólnego z medycyną ani z uzależnieniem fizycznym.

Narkotyki ogromnie ułatwiają życie – pozornie

Jeśli trudno jest przekonać narkomana do zaprzestania brania, to dlatego, że narkotyki ogromnie ułatwiają mu życie – a przynajmniej tak mu się wydaje.

Media często obecnie mówią o efektach, które narkotyki przynoszą w zwalczaniu bólu fizycznego. Prawdą jest, że konopie indyjskie są skuteczne w tym zakresie. W Niemczech właśnie wprowadzono przepisy zezwalające na ich uprawianie i stosowanie jako środki przeciwbólowe6.

Heroina również ma silne działanie przeciwbólowe, ponieważ powstaje z opium, podobnie jak morfina, którą powszechnie używa się w szpitalach oraz w leczeniu paliatywnym.

Jednak prawdziwym powodem takiego sukcesu narkotyków w naszym społeczeństwie jest to, że dostarczają natychmiastowej ulgi od cierpień moralnych.

Jeśli czujesz się samotny, brzydki, głupi i do niczego, to weź marihuanę, LSD, kokainę lub heroinę, a poczujesz się znowu dobrze w swoim ciele. Zobaczysz życie przez różowe okulary.

Kokaina da Ci wrażenie, że jesteś w superformie i możesz wszystko. Włamywacze zażywają ją przed akcją, a gwiazdy rocka i gwiazdy telewizji przed wyjściem na scenę. Uczestnicy imprez techno mogą po jej zażyciu podskakiwać w rytm muzyki przez całą noc i cały dzień bez potrzeby snu.

Osoba, która w życiu zna same porażki (niepowodzenia w szkole, w miłości, w pracy itd.) będzie mogła dzięki narkotykom doznać uczucia dumy, dobrego samopoczucia, a nawet takiej radości, jaką normalnie doświadcza się po dokonaniu jakiegoś wyczynu.

Narkotyk umożliwia „świętowanie” nawet wtedy, gdy nie ma ku temu żadnego powodu (a raczej znalazłyby się powody, aby zwątpić w siebie i życie).

Uczucie dumy i szczęścia jest dla człowieka niezbędne. Bez tego człowiekowi przestaje się chcieć żyć. Dlatego mówi się o „uzależnieniu psychicznym” od narkotyków. Ten rodzaj uzależnienia jest tym silniejszy, im większe trudy życia odczuwa dana osoba.

Spirala piekielna

Narkotyki pozwalają ludziom uniknąć zmierzenia się z wyzwaniami istnienia. Tych, którzy regularnie je zażywają, skłania do pasywności, obojętności, niezwracania uwagi na swoje problemy.

Uczeń, który ma niepowodzenia w nauce, z jeszcze większym prawdopodobieństwem będzie „oblewał” kolejne egzaminy. Osoba samotna będzie miała jeszcze mniejsze szanse na spotkanie pokrewnej duszy. Osoba, która miała problemy zawodowe i finansowe, zanim odkryła to „cudowne” rozwiązanie, będzie miała problemy jeszcze większe, skoro narkotyki są drogie, a ich dawki, aby utrzymać ten sam efekt, trzeba wciąż zwiększać.

Konsekwencje narkotyków dla człowieka jako jednostki i konsekwencje społeczne są katastrofalne. Prowadzą do rozwodów, do bezdomności, do śmierci.

Podczas gdy w życiu narkomana problemy się nawarstwiają, narkotyk daje mu chwile ucieczki, które są mu coraz bardziej potrzebne, aby nie widzieć coraz bardziej przerażającej rzeczywistości.

Dlatego, jeśli spotkasz narkomana, który dotarł już do tak zaawansowanego stadium, jego „prawdziwe życie” jest w tak wielkiej rozsypce, że niezwykle trudno jest go przekonać, aby przestał brać. On po prostu nie chce już żyć w rzeczywistym świecie. I można go zrozumieć.

Dlatego to jest piekielna spirala.

Jak pomóc narkomanowi?

Aby narkomanowi pomóc wyjść z nałogu, najpierw trzeba go przekonać, że skonfrontowanie się z problemami prawdziwego życia ma sens, że warto. Trzeba więc podjąć z nim pracę nad sensem życia (dlaczego żyć? po co?).

Potrzeba będzie odnaleźć odpowiedzi na (trudne) pytania:

Dlaczego akceptować nieszczęście czy ból? Jak przejść rozczarowania? Dlaczego akceptować siebie takiego, jakim się jest, z własnymi ograniczeniami i wadami? Jak przekształcić porażkę w doświadczenie, które pomoże mi się rozwijać? Po co się zmuszać do wysiłku, aby zwyciężyć?

Nie muszę Ci mówić, że to nieziemski problem, skoro narkoman wie, że tak łatwo odnaleźć takie samozadowolenie po skręceniu jointa, wciągnięciu kreski koksu czy po małym wstrzyknięciu.

Należy znaleźć argumenty, które wywołają refleksję nad życiem. To miesiące i lata obecności, rozmów i współpracy z tą osobą. Trzeba jej pomóc odkryć satysfakcję z dobrze wykonanej pracy, szczęście wynikające z przyjaźni lub z miłości do prawdziwej osoby (a nie do skręta czy strzykawki), piękno świata, sztuki, natury, kobiety, dziecka itd.

Takie towarzyszenie drugiej osoby nie może się więc odbyć bez solidnego podejścia filozoficznego, a nawet mocnej duchowości. Zakłada, co jest najwyższą trudnością. Osoba pomagająca narkomanowi, sama znalazła już jakąś formę szczęścia w swoim życiu bez narkotyków. Bez tego, wysnuje on wniosek, że wszystkie rady są tylko pięknym utopijnym dyskursem nie do przełożenia na życie…

Poza tym, zagrożenie nigdy nie zniknie zupełnie. Wystarczy większe zmęczenie, rozczarowanie, infekcja, zły sen czy złe spotkanie… i pokusa powrotu do narkotyków znów się pojawi.

Dzięki marihuanie, czuję się dobrze nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy wszystko się wali w moim życiu

W broszurach dystrybuowanych w szkołach ostrzega się dzieci, że narkotyki mogą skutkować uzależnieniem „już po pierwszym użyciu”.

I to nie dlatego, że organizm od razu przyzwyczaja się do narkotyku tak bardzo, żeby fizycznie mieć potrzebę ponownego zażycia. Tak jak wspomniałem, w przypadku większości narkotyków nie ma takiego prawdziwego uzależnienia fizycznego.

Problemem jest to, że wielu spośród nastolatków, czyli osób z natury wrażliwych, ma trudne życie. Nastolatkowie stykają się ze sporą przemocą w swoich dzielnicach, szkołach, środkach transportu, w rozbitych rodzinach. Paraliżuje ich przyszłość z perspektywą bezrobocia i głęboko zdegradowanego środowiska.

Gdy odkryją, że mogą od tego wszystkiego uciec dzięki „trawce” (lub innym narkotykom), wówczas bardzo trudno ich przekonać, że warto podjąć wyzwania, pozostać w realnym świecie i odnaleźć szczęście.

Dzięki marihuanie, czuję się dobrze nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy wszystko się wali w moim życiu. Nie ma już potrzeby pokonywać gór, wygrywać wyścigów czy walk bokserskich. Nie ma już potrzeby uczenia się do zawodu, który się podoba. Nie ma już potrzeby kończenia studiów. Nie ma już potrzeby, aby zostać wirtuozem gry na pianinie. Ani potrzeby znalezienia dziewczyny, która się naprawdę podoba. Nie ma już potrzeby, żeby mieć życiowe plany.

Dlatego właśnie dobrze jest młodym ludziom mówić, aby nigdy, przenigdy nie próbowali. Nawet raz. Nawet dla zabawy.

Trzeba za to, co jeszcze bardziej konieczne, pokazać im, że istnieje inna droga, która da im więcej szczęścia niż sztucznie wywoływany raj. I to właśnie jest trudne. To właśnie robimy bardzo słabo, a rozdawane w szkołach broszurki nie dają nigdy żadnego wiarygodnego rozwiązania.

Śmiałe porównanie do leków

To, co powiem, może szokować, ale moim zdaniem wiele leków jest, tak jak narkotyki, sposobem na ucieczkę od twardej rzeczywistości życia.

W języku francuskim a także polskim, są dwa oddzielne słowa, czyli „narkotyk” oraz „lek”, ale język angielski ich nie rozgranicza i określa jednym słowem: „drug”.

Wyobraź sobie, że francuskojęzyczni czy polskojęzyczni lekarze zaczną do pacjentów mówić następująco:

Szanowny Panie,Widzę, że spożywa Pan za dużo cukru oraz za dużo pali. Właśnie zaczyna się cukrzyca i niszczenie tętnic krwionośnych. 

Ma Pan dwa wyjścia:

Pierwsze wyjście, to przejść na zdrowy tryb życia, lepszą dietę i rzucenie palenia. Proszę się zapisać się na newsletter Poczta Zdrowia, aby otrzymywać bezpłatne porady na ten temat.  

Drugie wyjście, to zażywanie narkotyków, aby móc zupełnie spokojnie zapomnieć o prawdziwym stanie swojego zdrowia. Może Pan kontynuować życie tak jak wcześniej. 

Narkotyki sprawią, że objawy choroby znikną. Nie ma ryzyka zatrzymania przez policję, ponieważ narkotyki są dozwolone przez państwo. Są nawet refundowane przez państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych! Nie wyda więc Pan ani grosza. Za to choroba będzie postępowała po cichu. 

Narkotyki wywołają zaburzenia natury psychologicznej, które przyczynią się do innych chorób. Ryzyko hospitalizacji i śmierci będzie wzrastać. A im dłużej będzie Pan brać narkotyki, tym trudniej będzie wrócić do zdrowego trybu życia. Prawdę mówiąc, szybko dojdzie Pan do punktu, z którego będzie już zbyt późno, aby zawrócić. 

A więc, które wyjście Pan wybiera?

Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Źródła:

1. Wikipedia, Majaczenie alkoholowe; http://fr.wikipedia.org/wiki/Delirium_tremens

2. Cocaïne: sortir de la dépendance; http://sante.lefigaro.fr/actualite/2011/01/23/10689-cocaine-sortir-dependance

3. Cocaïne; http://www.centres-pharmacodependance.net/grenoble/ORITHYE/Monograp/cocaine.htm

4. Wikipedia, Zespół abstynencyjny; http://fr.wikipedia.org/wiki/Sevrage_(toxicologie)

5. Syndrome de sevrage; http://www.psychologies.com/Dico-Psycho/Syndrome-de-sevrage

6. Cannabis thérapeutique. Sa culture autorisée en Allemagne;

http://www.ouest-france.fr/allemagne-la-culture-de-cannabis-des-fins-

medicales-autorisee-2715337

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Copyright ©2018 RankingLekarzy.pl

Strefa lekarza Zaloguj się Zarejestruj się