Art

Pozycja W

01.04.2016
Pozycja W

Pozycja W, zwana również pozycją Żaby, jest bardzo często stosowana przez dzieci w trakcie zabawy na podłodze. Niestety sprzyja ona koślawieniu nóżek i stawów, które dopiero się ukształtowały. Jak sobie radzić, kiedy dzieci chcą siedzieć tylko w taki sposób? Z czego wynika takie zachowanie? W swoich działaniach dzieci bardzo często naśladują rodziców. Niestety nie rzadko zdarza się, że w pozycji Żaby siada mama obok bawiącego się szkraba. Maluchy wybierają siad w pozycji W, ponieważ czują się pewnie i stabilnie. Niedostatecznie wykształcone mięśnie brzucha lub grzbietu mogą powodować brak równowagi. Dlatego tak ważne jest, by dziecko przeszło każdy etap rozwoju motorycznego. Nie należy sadzać malucha, który nie potrafi samodzielnie podciągnąć się do tej pozycji. Również prowadzenie za wyciągnięte rączki może prowadzić do kłopotów w przyszłości. Kładźmy dzieci od pierwszych miesięcy życia na twardej, stabilnej powierzchni (np. na podłodze), aby mogły ćwiczyć przewroty, unoszenia, raczkowanie, siadanie, itp. W pozycji W cierpią nie tylko stawy, lecz w szczególności kręgosłup. Głowa zwieszona między ramionami uniemożliwia właściwy rozwój aparatu mowy oraz zgryzu. W skrajnych przypadkach, jeśli dziecko wybiera do siedzenia tylko taką pozycję, może być to objawem Zespołu Downa. Warto wybrać się do fizjoterapeuty, który szybko zaradzi i znajdzie przyczynę takiego zachowania. Zachęcajmy dzieci do siadania w różnoraki sposób. Siad krzyżny, tak bardzo promowany w przedszkolach, nie jest najlepszym wyborem. Biodra znajdują się w skrajnej pozycji, co jest położeniem nienaturalnym. Proponujmy maluchom np. siadanie na boku z podparciem na jednej z rąk. Najlepiej, aby dziecko jak najszybciej nauczyło się siadać na krzesełku. Pozycja ta jest jedną z najbardziej naturalnych i wymusza prosty kręgosłup, na czym najbardziej nam zależy. Sadzając potomstwo na kolanach nie pozwólmy na leżakowanie. Sadzajmy dzieci bokiem do nas lub tyłem, ze złączonymi nogami. W ten sposób będą blisko nas, a przy okazji poćwiczą mięśnie kręgosłupa. Obserwujmy dzieci i reagujmy. Im szybciej zaczniemy pracę z dzieckiem, tym lepsze będą rezultaty. Nie lekceważmy tego, ponieważ skutki naszych zaniedbań będą odczuwać nasze pociechy. A tego przecież nie chce żaden rodzic. Powodzenia.  

 

Autorka: Matvijewna Grządkowska

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Kobieta o zimnych stopach: co robić?

24.03.2016
Kobieta o zimnych stopach: co robić?




W małżeńskich sypialniach często zdarza się, że mężczyźni otwierają okna, podczas gdy kobiety chcą je zamykać, żeby było ciepło.



Ale tu problem dopiero się zaczyna. Wiele kobiet uskarża się na swoje zimne stopy, które przeszkadzają im w zasypianiu. Cierpią również ich mężowie, gdy pod kołdrą, pod którą powinno być ciepło i miło, natkną się na stopy przypominające zmrożone woreczki do lodu. Natomiast na plażach Morza Północnego lub w Bretanii wiele kobiet nie waha się rzucić do (lodowatej) wody, i wcale nie jest im bardziej zimno niż mężczyznom, wręcz przeciwnie!







Naukowcy wyjaśniają, że kobiety inaczej rozprowadzają ciepło w organizmie: krew słabiej dopływa do stóp i dłoni, aby utrzymać w cieple ważniejsze organy wewnętrzne. Średnio mają też one nieznacznie grubszą warstwę tłuszczu podskórnego, co tłumaczy odporność na zimną wodę. Natomiast łatwiej niż mężczyźni odczuwają zimno. Ale nie należy mylić wrażenia zimna (brak odporności na zimno) z faktem rzeczywistego wychłodzenia organizmu (hipotermia). Wrażenie zimna nie wynika z zimna jako takiego, ale z nagłego spadku temperatury. Dlatego, wchodząc do zimnej wody, masz przez chwilę nieprzyjemne wrażenie, które jednak szybko się zaciera. Po kilku „ochach” i „achach”, przemieszczając się powoli na coraz głębszą wodę, rzucasz się w nią wreszcie i nagle już jest dobrze. Woda staje się odpowiednia, bez większego problemu możesz pozostać w niej kilka minut, a nawet zaczyna przynosić Ci przyjemność. Nawet jeśli woda jest dużo zimniejsza niż temperatura Twojego ciała (37°C), nie zagraża Ci hipotermia, ponieważ: naczynia krwionośne pod powierzchnią skóry zwężają się, a krew zbiera się w głębi ciała, wokół ważniejszych organów, zaś skóra zapewnia dodatkową izolację; organizm wytwarza dużo ciepła w drodze metabolizmu, a jeśli to nie wystarczy – także dzięki dreszczom, by wyrównać straty kalorii w kontakcie z zimną wodą. Kiedy robi się już bardzo zimno, nerwy wysyłają sygnały do kory mózgowej, czyli części mózgu odpowiadającej za świadome rozumowanie – zgłaszając problem. Sygnały te uzupełniają informacje z układu limbicznego, odpowiadającego za nasze emocje, wywołując wrażenie niezadowolenia z zimna. Uczucia te motywują nas do pewnych zachowań, np. do wyjścia z wody, owinięcia się ręcznikiem, skarżenia się na zimno, szukania ciepłego miejsca.







Jeśli w tym momencie nie znajdziesz sposobu na zareagowanie, pojawia się ryzyko. Temperatura Twojego ciała może naprawdę zacząć spadać. Pojawia się hipotermia, która może się zakończyć utratą przytomności, a nawet śmiercią, jeśli szybko nie zrobisz czegoś, by się rozgrzać.

Ratunek na zimne stopy


Nawet jeśli na zewnątrz nie jest zimno, możesz mimo wszystko mieć zimne dłonie i stopy, na przykład w przypadku stresu (także w tym przypadku krew gromadzi się wokół najważniejszych narządów wewnętrznych) lub w związku z problemami z krążeniem. Zimne dłonie i stopy mogą być także objawem: cukrzycy: nadmiar cukru we krwi uszkadza naczynia krwionośne, spowalnia krążenie. Zimne stopy to częsty objaw u cukrzyków; zniszczonych końcówek nerwowych: kiedy końcówki nerwowe w stopach są zniszczone, przestają wysyłać sygnały do mózgu i rdzenia kręgowego, które wobec tego przestają reagować, utrzymując właściwe ukrwienie organizmu. Objaw zimnych stóp często towarzyszy brakowi czucia w palcach u nóg; choroby Raynauda: jest to nadmierny skurcz naczyń krwionośnych, który uniemożliwia prawidłowe ukrwienie palców dłoni i stóp.

Niepokojące objawy


pogrubienie paznokci u stóp, brak włosów na łydkach (poniżej kolan), skurcze w łydkach podczas marszu, sinienie stóp, mrowienia, bolesność, poczucie parzących stóp, brak czucia w stopach. w takim przypadku, być może zimne stopy to nie tylko cecha indywidualna. Może to być związane z innym schorzeniem. Zalecana byłaby wizyta u lekarza.

Środki zaradcze


Jedynym trwałym sposobem na rozwiązanie problemu zimnych stóp i dłoni jest poprawa krążenia w tych rejonach, a pierwszą pomocą będą tu masaże stóp. Stosowanie ich na co dzień może pomóc w poprawie krążenia krwi. Stopy możesz masować olejem sezamowym lub oliwą z oliwek. Najlepiej wymasuj stopy przed pójściem spać, zaczynając od spodu stóp, a następnie załóż bawełniane skarpetki.







Marsz i inne tego typu aktywności fizyczne wspomagają lepsze ukrwienie łydek. Marsz powoduje naturalny masaż łydek dzięki skurczom i rozkurczom mięśni, co także poprawia krążenie krwi. Oczywistym zalecanym rozwiązaniem jest też noszenie cieplejszych skarpetek. Hydroterapia: zanurzanie stóp w ciepłej (ale nieparzącej!) wodzie także może być skuteczne, gdyż ciepło sprzyja rozszerzaniu naczyń krwionośnych. Napełnij dwie miski – jedną wodą zimną, a drugą – ciepłą. Zanurz stopy na dwie minuty w zimnej wodzie, a następnie przełóż je na minutę do wody ciepłej. Powtórz zabieg sześć razy. Naprzemienność kurczenia się i rozszerzania naczyń krwionośnych poprawi krążenie. Po takim seansie koniecznie pozostań w pozycji pionowej i zachowaj aktywność, by utrzymać tempo krążenia krwi. Bardzo ważne jest również, by przestać palić i zmniejszyć spożycie cukru: te dwa czynniki niszczą tętnice, zwłaszcza palenie. Natomiast powinieneś jeść: tłuste ryby bogate w omega-3 (zdrowe dla tętnic), kolorowe owoce takie jak czarne jagody, czarne porzeczki, głóg, borówki (o właściwościach przeciwutleniających). Stosuj w kuchni: ostrą paprykę, imbir i czosnek, a także winorośl i ginkgo biloba, by poprawić krążenie. Chodź boso, najlepiej na zewnątrz, na przykład po trawie.

Jak omal nie umarłem w zimnej wodzie?


Pod koniec września zeszłego roku, wczesnym wieczorem, wybraliśmy się z przyjaciółmi, by wykąpać się w bardzo pięknym górskim jeziorze. Moi przyjaciele świetnie pływają i, trzeba im to przyznać, mają dużo lepszą własną izolację termiczną (mam tu na myśli tkankę tłuszczową) niż ja. Dlatego zdecydowali, że przepłyną około 600 metrów w głąb jeziora, aż do łachy. Ze względu na to, że ja sam dużo w tym sezonie pływałem i czułem, że jestem w formie, postanowiłem, że popłynę z nimi. Nie chciałem też „popsuć nastroju”, izolując się od nich... Duża nieostrożność! Zanim jeszcze dopłynęliśmy do łachy, poczułem, jak moje kończyny zesztywniały z zimna, podczas gdy moi przyjaciele śmiali się i ochlapywali wodą. Ramiona zaczęły mi dygotać, szczęka się trzęsła, zęby szczękały. Mimo wszystko postanowiłem dać







radę i płynąć dalej z przyjaciółmi, którzy, wydawało się, nie mieli żadnych problemów. Dopłynięcie do łachy i myśl o powrocie bardzo mnie podniosły na duchu. Ale moje ruchy były coraz sztywniejsze. Starałem się mocniej uderzać w wodę dla rozgrzewki, ale było mi jeszcze zimniej, kiedy tak szamotałem się w lodowatej wodzie. Zacząłem dyszeć i z pewnością zbladłem, do tego stopnia, że przyjaciele zaczęli się o mnie niepokoić. Mieli rację! Rzeczywiście, zaczynałem już niewyraźnie widzieć, w uszach mi szumiało. Bezskutecznie próbowałem przyśpieszyć, ale do brzegu trzeba było jeszcze płynąć kilkanaście minut. Coraz gorzej widziałem. Zimno przenikało do najgłębszych warstw ciała. Nie pamiętam, co było dalej. Nie wiem, w jaki sposób znalazłem się na plaży. Głos otaczających mnie przyjaciół dobiegał jak z daleka. Podali mi ręcznik, którym próbowałem się wycierać, ale w ogóle nie czułem nic na skórze. Miałem wrażenie wycierania starego pnia martwego drzewa. Nie mogłem wydobyć z siebie słowa. Co dziwne, mimo to byłem w stanie utrzymać się na nogach i chodzić jak robot. Jak we śnie przeszedłem dwa kilometry do domu. Wszedłem pod prysznic, odkręciłem kurek gorącej wody, ale nawet nie czułem jej temperatury na skórze głowy. To było przejmujące uczucie. Jakby moja głowa była z zimnego drewna i na nic zdawało się polewanie jej ciepłą wodą. Dopiero po trzydziestu minutach zacząłem wracać do siebie i odzyskiwać normalne czucie. Później dowiedziałem się, że kiedy zimno dociera do mózgu, można gwałtownie stracić zdolność koordynacji. Kończyny poruszają się w sposób przypadkowy, oczywiście nie da się wtedy pływać. Bez natychmiastowego ratunku człowiekowi grozi utonięcie. Moi przyjaciele to świetni pływacy, więc myślę, że w razie czego uratowaliby mnie. Tak czy inaczej, byłem o włos od tragedii. To wydarzenie nauczyło mnie wiele: teraz przynajmniej jestem pewien, że nie wszyscy mamy taką samą odporność na zimno i nie trzeba koniecznie naśladować sportowych wyczynów innych osób. Także w tej dziedzinie natura postarała się nas mocno zróżnicować!

 

Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis  

 

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl




Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Rak: śmiertelność wcale się nie zmniejsza

23.03.2016
Rak: śmiertelność wcale się nie zmniejsza

Rak jest główną przyczyną śmiertelności w Europie.

Zgony spowodowane chorobami nowotworowymi stanowią aż 37% przedwczesnych zgonów (przed ukończeniem 65. roku życia) w krajach Unii Europejskiej i są największą przyczyną śmiertelności1. W 2012 roku ponad 1,25 miliona Europejczyków zmarło na raka. U mężczyzn odnotowuje się wyższy odsetek śmierci z powodu raka w porównaniu do kobiet: na 100 000 mieszkańców w przypadku mężczyzn przypada aż 358 przypadków śmiertelnych2.
Najwyższy w Europie odsetek zgonów spowodowanych chorobami nowotworowymi u mężczyzn odnotowano w Chorwacji, Litwie, Łotwie, Estonii, Słowenii, Słowacji, Polsce i na Węgrzech, (a najniższy - na Cyprze)2. U mężczyzn, najwyższy odsetek zgonów odnotowano z powodu raka płuc i raka jelita grubego, związane z używaniem nikotyny i alkoholu2. Wzrost nikotynizmu u kobiet również w tej grupie prowadzi do zwiększenia umieralności w związku z rakiem płuc. Więc optymistycznie prowadzona przez rządy i instytucje zdrowotne „wojna przeciwko rakowi” nie wygląda na korzystną dla nas. Na razie wygrywa raczej rak. Poczucie szerokiej rzeszy osób, że w dzisiejszych czasach medycyna jest skuteczniejsza w leczeniu raka niż dziesięć lat temu, należałoby więc uczciwie i ściśle zestawić z rzeczywistością.

Iluzja badań przesiewowych

Rzeczywiście, stosowane badania przesiewowe są coraz dokładniejsze i w związku z tym wykrywalność raka we wczesnych stadiach wzrasta. Jest to korzystne, bo prawdą jest, że łatwiej leczyć raka we wczesnych stadiach. Natomiast im młodsi dorośli, u których wykrywany jest rak, tym trudniej go wyleczyć. Tym niemniej, wczesne wykrywanie może stworzyć pewną iluzję. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku nie będziesz żyć dłużej, to „przynajmniej” dłużej byłeś chory. Stąd wrażenie, że leczenie było skuteczniejsze, gdyż wydłużył się czas życia od wykrycia raka. W związku z rozwojem technik badań obrazowych w ciągu ostatnich dziesiątków lat jesteśmy w stanie wykrywać całkiem małe zmiany nowotworowe. Problemem jest jednak, że nigdy nie wiadomo z wyprzedzeniem, jak będzie przebiegał rozwój guza.
Istnieje system gradacji umożliwiający pomiar agresywności danego guza, ale nie jest on w 100% wiarygodny. Zawsze istnieje ryzyko podjęcia bolesnego leczenia, czasem nawet prowadzącego do inwalidztwa, podczas gdy guz i tak nigdy by się nie rozwinął. Często są to zmiany zwane borderline (graniczne), które rozwijają się powoli i w ogóle nie są niepokojące u osób w podeszłym wieku. Badanie przeprowadzone w Cleveland Clinic przez patologów z Detroit (USA) w latach 80. XX w. związane z prostatą3 wykazało, że „raka prostaty” można wykryć u 45% mężczyzn w grupie wiekowej 50–59 lat, jeśli pogrzebie się im igłą w prostacie (badanie zwane biopsją). Proporcja mężczyzn, których można uznać za chorych na raka prostaty, wzrasta do 68% w grupie wiekowej 60–69 lat i do 82% u mężczyzn w wieku 70–79 lat. Nawet w grupie wiekowej 20–30 lat, blisko 10% mężczyzn już ma „raka prostaty”. Ale to wcale nie znaczy, że trzeba podjąć systematyczne leczenie lub poddać pacjenta operacji. Wiele nowotworów prostaty jest „nieprogresywnych”: niektóre nowotwory zanikają (zmniejszają objętość), ponieważ dostają niewystarczający dopływ krwi z dochodzących do nich naczyń krwionośnych; inne zostają „namierzone” przez układ immunologiczny, któremu udaje się je zniszczyć; inne nie są agresywne i pozostają w stanie stagnacji aż do śmierci pacjenta (która następuje z innych przyczyn); jeszcze inne rozwijają się tak powoli, że zanim guz osiągnie niepokojące rozmiary, pacjent zdąży zachorować i umrzeć na inną chorobę. Istnieje wiele biologicznych przyczyn braku rozwoju zmian nowotworowych, które naukowcy dopiero teraz odkrywają4. Likwidowanie guzów z grupy borderline stwarza wrażenie, że udało się uzdrowić pacjenta z raka. Dzieje się tak szczególnie często w przypadku raka piersi i raka prostaty. Wynikają z tego zbędne zabiegi chirurgiczne, potencjalnie prowadzące do inwalidztwa (nietrzymanie moczu, impotencja), ale chorzy są przekonani, że życie im uratowano dzięki „postępowi w dziedzinie medycyny”!

Dlaczego komórki wariują?

U początków guza jest zawsze jedna lub kilka komórek, które zaczynają niewłaściwie funkcjonować: jeszcze nieznana część ich DNA mutuje i nagle mogą się rozmnażać bez ograniczeń, nawet udaremniając reakcję ze strony układu odpornościowego. Zidentyfikowano wiele czynników mutagennych (odpowiedzialnych za mutację komórek):

- tytoń,

- substancje chemiczne (benzeny, alkohol),

- promieniowanie,

- infekcje (bakterie Helicobacter – dla żołądka, Papillomavirus – dla chorób przenoszonych drogą płciową, którymi są rak szyjki macicy i dróg oddechowych, zapalenie wątroby typu B lub C – dla raka wątroby),

- leczenie hormonami syntetycznymi (pigułka antykoncepcyjna, hormonalna terapia zastępcza podczas menopauzy),

- złe nawyki żywieniowe prowadzące do otyłości,

- AIDS (w związku z obniżoną odpornością),

- a także... rzadziej, lecz za to z całą pewnością... leczenie raka. Na przykład intensywna radioterapia piersi lub odbytu może powodować powstanie w naświetlanych miejscach mięsaków. Leczenie ostrej białaczki u dziecka, wymagające naświetlań i wysokodawkowej chemioterapii, bardzo często skutkuje u niego przewlekłą białaczką pod koniec wieku dojrzewania.

Oczywiście, usłyszycie także o dziedziczności, o obciążeniu „genetycznym”, ale tak naprawdę nie mamy najmniejszej pewności, dlaczego i w jaki sposób niektóre geny powodują raka. Być może to, co powiem, będzie szokujące, ale moim zdaniem opowiadanie komuś, że jest obciążony genetycznie albo dziedzicznie rakiem, to tak jakby mu powiedzieć, że nosi „przekleństwo raka”, które ciąży na jego głowie. W niektórych rodzajach nowotworów identyfikuje się ponad 500 anomalii genetycznych – z których żadnej nie można określić wyraźnie jako przyczyny choroby. Wyjątek stanowią „geny raka piersi” BRCA 1 i 2, o których każdy słyszał przy okazji newsów o Angelinie Jolie, która zdecydowała się z tego powodu na usunięcie piersi. W jej przypadku, operacja była prawdopodobnie konieczna (nie wiem, oczywiste jest, że nie mam dostępu do jej dokumentacji medycznej, ale mam zaufanie do ludzi, którzy ją leczyli). A mimo to, nawet w przypadku tych genów, najważniejszymi czynnikami wywołującymi raka pozostaje tryb życia i środowisko. Zjawisko to zostało stwierdzone niedawno, kiedy spostrzeżono, że w parach matek i córek mających te same geny, u matek (urodzonych przed II wojną światową) występuje znacznie mniejsze ryzyko zachorowania na raka piersi niż u ich córek. Są to prace badawcze opublikowane w ubiegłym roku przez kanadyjską badaczkę z Toronto, Joanne Kotsopoulos5.

Badacze to nie cudotwórcy

Jest jeszcze wiele innych kwestii, których nie rozumiemy w związku z rakiem. Na przykład w państwach zachodnich liczba zgonów wywołanych rakiem żołądka, bardzo niebezpiecznym, radykalnie się zmniejszyła w porównaniu z latami 30. ubiegłego wieku, stanowiąc aktualnie mniej niż 2% wszystkich śmiertelnych nowotworów, podczas gdy w pozostałych częściach świata rak żołądka pozostaje na drugim miejscu wśród przyczyn umieralności na raka.
Być może rozwój przechowywania żywności w zimnie, pozwalający uniknąć nadmiaru konserwantów i konserw, leży u źródeł zmniejszenia tej ilości. A zatem to przemysłowi artykułów gospodarstwa domowego zawdzięczalibyśmy ten istotny postęp. Naukowcy wysuwają także hipotezę, że spadek ten jest związany ze spadkiem spożycia produktów słonych, wędzonych lub marynowanych, od czasu rozpowszechnienia lodówek w gospodarstwach domowych. Wydawałoby się więc, że to przemysł rolno-spożywczy byłby odpowiedzialny za spadek liczby zachorowań na raka żołądka. Tak czy inaczej, nie jest to więc związane w żaden sposób z postępem medycyny. A jeśli chodzi o kwestie genetyczne, wszystko wydawało się prostsze na początku: wyobrażano sobie, że DNA to zwykła wstążka z zakodowanymi informacjami na temat rozwoju organizmu, jak to jest w przypadku prostych programów komputerowych. I że w razie problemu lub mutacji wystarczy zmienić kod w programie. Obecnie wiemy, że wszystko to jest o wiele bardziej skomplikowane, ponieważ: istnieje DNA w postaci płynnej i końcówki DNA poza jądrem komórki, geny aktywują się i dezaktywują w czasie, i w zależności od otoczenia, a my nie mamy najmniejszego pojęcia, dlaczego tak się dzieje, mutacje są niekontrolowalne, najczęściej przypadkowe, więc bardzo trudno przewidzieć, w jaki sposób i którym z nich zapobiegać, by uniknąć przekształcenia się komórki w komórkę nowotworową, dwoje bliźniąt może mieć wyjściowo identyczne DNA z takim samym genetycznym ryzykiem zachorowania na raka, żyć w tym samym miejscu i jeść to samo, a i tak u obydwojga nigdy nie dojdzie do rozwoju choroby w tym samym czasie, w takiej samej postaci i z takim samym postępem. Może się zresztą zdarzyć i tak, że u jednego z nich dojdzie do rozwoju choroby, a u drugiego nie. Czynniki środowiskowe, tryb życia, sposób odżywiania determinują ekspresję pewnych genów (nazywamy to epigenetyką) i ich możliwe rozregulowanie. Badania w dziedzinie chorób nowotworowych można porównać z astronomią: nauką, która na początku wydawała się bardzo prosta, w której planety i gwiazdy wydawały się poruszać po mniej lub bardziej regularnych trajektoriach. Ale obecnie odkrywamy w tej dziedzinie coraz bardziej niezrozumiałe zjawiska: „zakrzywienie przestrzeni”, istnienie „antymaterii” albo „światy równoległe”. (Jeśli nie wiesz, o czym piszę, nie musisz się tym martwić. Są to wyrażenia wymyślone po to, by przełożyć słowa na takie równania matematyczne, które trudno jest ogarnąć ludzkim umysłem – nawet jeśli jest to umysł badacza, który dokonuje tych odkryć). W badaniach w dziedzinie chorób nowotworowych jest tak samo. Pacjent słyszy na przykład, że ma ognisko nowotworowe, guz, przerzuty, ale nikt nie wie w rzeczywistości, dlaczego tak jest ani jak będą te zmiany ewoluować, ani jaka będzie
skuteczność leczenia. Zresztą prawie wszystkie sposoby leczenia raka są „empiryczne”. To znaczy, że stwierdzono ich skuteczność, ale nikt nie wie, dlaczego tak naprawdę są skuteczne. Nie są znane nawet ich mechanizmy działania. W ogólnodostępnej prasie obiecuje się nam bezustannie fantastyczne postępy, by nas uspokoić. W rzeczywistości, drepczemy w miejscu, ośmielę się nawet powiedzieć – „bawimy się” (co może jednak nie być najlepiej przyjęte przez chorych...). Dr Leonard Saltz, specjalista w dziedzinie nowotworu jelita grubego z Memorial Sloan-Kettering Cancer Center, najbardziej znanego w USA ośrodka leczenia raka, wyjaśniał na łamach New York Timesa szarą rzeczywistość: Zbyt często zgłaszają się do nas ludzie, myśląc, że najnowocześniejsze leki mogą wyleczyć raka w stadium przerzutów. Często są zaskoczeni, że najnowsze technologie ich nie wyleczą6. Bardzo niezręcznie i niedelikatnie byłoby powiedzieć im «Wszystko co mamy, to lek, który kosztuje 10 000 $ miesięcznie i który średnio przedłuży twoje życie o miesiąc lub dwa». Ale bardzo często taka jest właśnie prawda. W zeszłym tygodniu, Wall Street Journal ogłosił, że firma Pfizer opracowała nową terapię raka piersi za 9850 $ miesięcznie. „Drobny” problem jest taki, że nie ma najmniejszego dowodu na to, że leczenie to będzie miało jakikolwiek efekt przedłużający życie pacjentek7.

Raczej zapobiegać niż leczyć

Najlepszym sposobem na to, by uniknąć pewnego dnia konieczności wizyty u onkologa, jest przyjąć już dziś antyrakowy sposób życia, minimalizując w ten sposób ryzyko mutacji komórek. Chodzi o pewną kombinację konkretnych i udokumentowanych działań, które – jak można przyjąć – zmniejszą ryzyko zachorowania na raka. Nie jest łatwo ocenić i przełożyć na wyniki naukowe swój tryb życia. Wiadomo jednak, że najlepsze, co możesz zrobić, by obniżyć bezpośrednie ryzyko zachorowania. Oto 5 najważniejszych zaleceń: 1. Unikaj żywności przetworzonej Ogranicz spożycie rafinowanej żywności i napojów: napojów gazowanych, przetwarzanych produktów zbożowych, kwasów tłuszczowych trans, cukierków, wszelkich krakersów i ciastek, dań gotowych. Jedz warzywa kupowane w postaci nieprzetworzonej, sezonowe, i jeśli to możliwe – lokalne, unikając przygotowywania ich w wysokich temperaturach (zwłaszcza grillowania i smażenia). Szczególnie zalecane są kapusta, rzeżucha, rzepa oraz warzywa liściaste.
Wybieraj dobrej jakości mięsa i ryby, a jeśli to możliwe – niehodowlane, lub przynajmniej z hodowli, w których panują warunki zbliżone do naturalnych (kury na wolnym wybiegu, zwierzęta na pastwiskach, ryby niehodowlane). 2. Zwiększ ilość spożywanych antyoksydantów i omega-3 Zmniejsz spożycie olejów bogatych w omega-6 (kukurydziany, słonecznikowy) na korzyść oliwy z oliwek czy oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia na zimno. Aby wzbogacić dietę o omega-3, nabierz zwyczaju częstego jedzenia małych tłustych ryb (najzdrowsze są sardele, sardynki, śledzie i makrele, dzięki wysokiej zawartości EPA i DHA, odpowiadających omega-3.) Jedz żywność bogatą w antyoksydanty: kostkę gorzkiej czekolady (70% kakao), kieliszek lub dwa dobrego czerwonego wina dziennie, 3 filiżanki japońskiej zielonej herbaty dziennie (bez cukru). Ważna jest także jakość trawienia: dbaj o zdrowie przewodu pokarmowego, łącząc błonnik z prebiotykami i probiotykami (żywność fermentowana). Optymalizuj ilość witaminy D dzięki regularnemu przebywaniu na słońcu i suplementacji (1500 UI dziennie) od października do kwietnia. Dbaj także o wystarczającą ilość dzienną magnezu, potasu, witamin i pierwiastków śladowych. 3. Pamiętaj o regularnej aktywności fizycznej Niedawno ukazało się bardzo obszerne badanie (na grupie 42 000 sportowców), na podstawie którego wywnioskowano, że wśród sportowców notuje się mniejszą umieralność związaną z chorobami serca i rakiem, niż wśród ludności ogółem. Jeśli chodzi o raka, różnica wynosi 40%, zaś w przypadku chorób kardiologicznych – 27%8. 4. Unikaj kontaktu z substancjami kancerogennymi W środowisku zewnętrznym, w żywności, w ubraniach oraz w pomieszczeniach zamkniętych staraj się maksymalnie unikać kontaktu z substancjami chemicznymi i wybieraj produkty alternatywne nietoksyczne. Uważaj szczególnie na: uprawy nawożone herbicydami i pestycydami, na zanieczyszczenie powietrza, na toksyczne lakiery, detergenty, farby i inne chemikalia... 5. Zmniejsz poziomu stresu Stres fizyczny i umysłowy także jest niekorzystny dla wszystkich komórek organizmu. Naucz się oddychać głęboko, zachowywać właściwą postawę ciała, żyć spokojnie i regularnie uprawiać sport na powietrzu i w słońcu (chodzenie po górach, kąpiele w morzu, jeśli możesz). Uprawiaj ogród lub kwiaty na balkonie. Jeśli masz, zajmij się swoim zwierzęciem. 6. Dbaj o własne samopoczucie Dbaj o to, by wybory dokonywane w życiu małżeńskim, rodzinnym, a także dotyczące wykształcenia i zawodu, przyniosły Ci prawdziwą równowagę na długo. Dzięki zajęciom społecznym, artystycznym, duchowym rozwijaj się wewnętrznie.
Dbaj o relacje z rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami; jakość relacji międzyludzkich jest jednym z podstawowych czynników wpływających na długowieczność i szanse przeżycia w razie zachorowania na raka. Im większe postępy poczynisz w zdrowym życiu, uwzględniając wszelkie aspekty Twojego życia, tym mniejsze ryzyko, że pewnego dnia spotkasz się twarzą w twarz z onkologiem tłumaczącym Ci, że... nic nie może dla Ciebie zrobić.
 
Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis  
 
Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl  
 
Źródła:
1) Mortalité par cancer dans l’Union Européenne et situation de la France. http://www.ipubli.inserm.fr/bitstream/handle/10608/129/?sequence=8
2) Cancer statistics. http://ec.europa.eu/eurostat/statistics- explained/index.php/Cancer_statistics
3) W.A. Sakr, D.J. Grignon, G.P. Hass i współprac., „Age and Racial Distribution of Prostatic Intraepithelial Neoplasia”, European Urology, 30 (1996) : 138-144.
4) W J. Mooi, D.S. Peeper, „Oncogene-induced Cell Senescence – Halting ont the Road to Cancer”, New England Journal of Medicine, 355 (2006): 1037-1046; J. Folkman, R. Kalluri, „Cancer without Disease”, Nature, 427 (2004): 787; M. Serrano, „Cancer Regression by Senescence”.
5) J. Kotsopoulos et al. Breast Can. Res. Treat. 143, 579–586 (2014).
6) The art of setting a drug price. http://www.wsj.com/articles/the-art-of-setting-a- drug-price-1449628081
7) Advances Elusive in the Drive to Cure Cancer. http://www.nytimes.com/2009/04/24/health/policy/24cancer.html? pagewanted=2&_r=0
8) Elite Athletes Live Longer Than the General Population: A Meta-Analysis. http://www.mayoclinicproceedings.org/article/S0025-6196%2814%2900519-9/abstract

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Copyright ©2019 RankingLekarzy.pl

Strefa lekarza Zaloguj się Zarejestruj się