Art

Problem siniejących dłoni

23.12.2014
Problem siniejących dłoni

W niskiej temperaturze naczynia krwionośne kurczą się, co powoduje spowolnienie krążenia. Najdotkliwiej można odczuć to w końcówkach palców dłoni i stóp, na uszach i nosie. Dystalne części ciała nie są chronione warstwą tłuszczu i są zaopatrywane przez bardzo drobne tętniczki. Przy niskich temperaturach wiele osób obserwuje zblednięcie, a nawet zaburzenia czucia. Z czasem zachodzi sinienie i drętwienie, a kiedy temperatura wzrośnie krążenie powoli wraca pojawia się pieczenie, a nawet ból. Dzieje się tak głównie jesienią i zimą, w czasie mrozów, ale może zdarzyć się też kiedy na zewnątrz jest cieplej, ta dokuczliwa przypadłość najczęściej dotyczy palców dłoni, jest to objaw Raynauda. Najczęściej takie dolegliwości dotyczą kobiet z niskim ciśnieniem krwi, mogą też wpływać na to zaburzenia hormonalne skutkujące odruchowym skurczem naczyń krwionośnych. Niestety nie ma dobrej diagnostyki, ani profilaktyki tej choroby. Jeśli pojawią się takie objawy warto szukać fachowej pomocy. Nieleczone niedokrwienia mogą doprowadzić to trwałych uszkodzeń, nawet martwicy lub owrzodzeń skóry. Skłonności do sinienia palców moją osoby wykonujące pewne zawody, głównie takie w których dłonie podlegają częstym wibracjom i wstrząsom, a także dużo piszące na klawiaturze i grające na pianinie. Sinienie nasila się z niższych temperaturach. Jak można sobie pomóc? Na początku trzeba przyjrzeć się przyjmowanym lekom,  które mogą nasilać objawy, np. tabletki antykoncepcyjne, beta-blokery. Dodatkowo pomóc może codzienna gimnastyka dłoni. Warto wykonać badanie pozwalające ocenić mikrokrążenia czyli kapilaroskopię. Polega ono na obejrzeniu naczyń włosowatych, najczęściej u nasady paznokci, pod specjalnym mikroskopem. Wynik znany jest natychmiast po wykonaniu badania. Potwierdzenia problemów z krążeniem jest wstępem do kolejnych badań pozwalających stwierdzić pierwotną przyczyną sinienia rąk. Przy prawidłowym leczeniu objaw Raynauda może ustąpić. Jeśli nie uda się znaleźć przyczyny należy unikać ekspozycji na chłód, a także odstawienie używek. Czasem konieczna jest psychoterapia, by ułatwić radzenie sobie ze stresem, który powoduje zwężenie naczyń krwionośnych. W wyjątkowo rzadkich przypadkach, gdy zaburzeń krążenia w palcach nie da się powstrzymać i grozi to martwicą, zaleca się zabieg sympatektimii- to proces blokujący przewodnictwo w drogach nerwowych odpowiedzialnych za nieuzasadnione skurcze naczyń. Autorka: Daria Występek    

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

01.01.2015
Błąd, który może uczynić Cię otyłym i nieszczęśliwym.

Zażywający mniej niż siedem godzin snu dziennie (dokładnie sześć godzin i pięćdziesiąt osiem minut) Francuzi królują w zestawieniach źle sypiających narodów.

Sytuacja pogarsza się z roku na rok. Zagoszczenie w latach sześćdziesiątych w domach telewizji skróciło noce o ponad godzinę, a późniejsze powszechne używanie internetu i telefonów komórkowych tylko pogorszyły sytuację. W ciągu pięćdziesięciu lat dzienna dawka snu skróciła się o około półtorej godziny. W skali roku ludziom brakuje ponad półtora miesiąca snu w stosunku do ich potrzeb.

Dzieci są najbardziej poszkodowaną grupą. Przewlekły brak snu może u nich bezpośrednio wpływać na złe wyniki w szkole oraz nadmierną pobudliwość. Surowe zakazanie porannego lub późnowieczornego oglądania bajek w telewizji powinno stanowić jedną z podstawowych zasad rodziców, którzy nie chcą, by ich życie rodzinne wyglądało jak pole bitwy.

Poważne konsekwencje

U dorosłych brak snu również niesie za sobą poważne konsekwencje. Sprzyja otyłości oraz cukrzycy, jak również zapadaniu na choroby sercowo-naczyniowe czy psychiczne, takie jak długotrwały niepokój czy depresja. Według Stowarzyszenia Francuskich Towarzystw Autostradowych (Association des sociétés françaises d’autoroutes, ASFA) senność stanowi główną przyczynę wypadków na autostradach (1 na 3). Jest więc nawet częstszą przyczyną niż alkohol (1 na 6) oraz nadmierna prędkość (1 wypadek na 10). W długotrwałej perspektywie brak snu może powodować:

  • Wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę. Niewyspane osoby mają tendencję do zjadania większej ilości słodyczy i przekąsek, przez co jedzą mniej zdrowego pożywienia, np. mniej warzyw. Naukowcy przypuszczają, że wynika to stąd, że dla dobrego funkcjonowania mózg spala glukozę. W momencie, gdy organizmowi brakuje snu, mózg pracuje z większym wysiłkiem i stara się to zrekompensować wyższym poziomem glukozy – a Ty masz niepohamowaną ochotę na podjadanie!
  • Przyrost wagi. Kiedy brak Ci snu, organizm zmniejsza produkcję leptyny – hormonu, który informuje mózg o sytości. Jednocześnie wzrasta poziom greliny – hormonu odpowiedzialnego za uczucie głodu. Brak snu zakłóca również wydzielanie dwóch hormonów wspomagających spalanie tłuszczu: testosteronu oraz hormonu wzrostu.
  • Przyspieszenie procesu starzenia się.
  • Nadciśnienie.
  • Depresję.
  • Wzrost ryzyka zachorowania na raka. Przypuszczalnie ryzyko to rośnie z powodu zmniejszenia poziomu melatoniny – hormonu o właściwościach przeciwrakowych wydzielanego w nocy (u zwierząt cierpiących na poważne zaburzenia snu guzy powiększały się dwa do trzech razy szybciej).

Innymi słowy, złe samopoczucie po nieprzespanej nocy nie jest jedynie złudzeniem – ciało i mózg rzeczywiście na tym cierpią. Nie ma co się dziwić, że fizyczne konsekwencje również dają się odczuć.

Zdumiewające zalety snu

W przeciwieństwie do zbyt krótkich nocy, długie spanie przyniesie Ci korzyści, których być może nawet się nie spodziewasz! Interesujące badanie przeprowadzono na grupie zawodowych koszykarzy z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii, którego wyniki opublikowano w 2012 r. w czasopiśmie medycznym Sleep. Autorzy poprosili grupę ochotników, aby ci spali co najmniej dziesięć godzin każdej nocy przez pięć do siedmiu tygodni, czyli 1–3 godzin dłużej niż zwykle. Nie wszystkim się to udało, jednak średnio spali o dziewięćdziesiąt minut dłużej każdej nocy. Skutki były natychmiastowe: wszyscy zaczęli biegać szybciej i na przebiegnięcie trzech długości boiska potrzebowali średnio o jedną sekundę mniej. Innymi słowy, jest to różnica czasu decydująca o wygranej podczas meczu. Badacze zauważyli również, że poprawiła się ich celność (więcej piłek w koszu) oraz ogólne samopoczucie. Byli mniej zmęczeni podczas dnia. Warto zauważyć, że w rzeczywistości sportowcy spali znacznie krócej niż im się wydawało. Szacowali, że śpią około dziesięciu i pół godziny co noc, jednak na nadgarstkach założone mieli urządzenia mierzące czas snu na podstawie ruchów ciała. Według owych urządzeń koszykarze średnio spali sześć godzin i czterdzieści pięć minut podczas pierwszych pięciu tygodni trwania badania oraz osiem i pół godziny w drugiej części badania.

Przestrogi przed zbyt długim snem

Specjaliści ds. snu przestrzegają jednak przed zbyt długim spaniem – człowiek nie jest najlepiej przystosowany do spania po dziesięć godzin na dobę, nie mówiąc już o problemach natury praktycznej, których mogłoby to przysparzać. Dodatkowo spanie ponad dziewięć godzin dziennie może podnosić ryzyko chorób sercowo-naczyniowych o 50%.

Sen optymalny

Według dr. Anila Ramy, Dyrektora ds. Medycznych Sleep Medicine Laboratory w Kaiser, San Jose (Kalifornia), siedem do dziewięciu godzin snu dziennie to optymalna długość.

Na równi ze sportem i żywieniem

Maratończyk oraz triathlonista Scott Dunlap w wywiadzie przeprowadzonym dla czasopisma San Francisco Chronicle stwierdził, że od dwóch lat dłuższy sen stanowi część programu przygotowującego go do maratonu. „Jeśli spojrzycie na mój plan treningu, sen ma równie duże znaczenie jak dystans, który przebywam, czy mój czas” – mówi sportowiec. Według San Francisco Chronicle, Scott Dunlap podczas okresu treningu śpi zwykle od sześciu do siedmiu godzin dziennie, jednak zwiększa ten czas do dziewięciu – dziesięciu godzin na dwa tygodnie przed zawodami. „Odkąd sypiam dłużej, moje wyniki znacznie się poprawiły. Stanowi to dla mnie taką różnicę jak między z trudem wywalczonym miejscem w pierwszej dziesiątce a zakończeniem zawodów na podium”. A zatem, nawet, jeśli nie biegasz w maratonach, śpij więcej! Zdrowia życzę ! Jean-Marc Dupuis   Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go  bezpłatnie  zaprenumerować na stronie www.PocztaZdrowia.pl

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Art

Jestem seksualna, czyli pełna życia

03.01.2015
Jestem seksualna, czyli pełna życia

Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. Esej Izabeli Cisek.   Jestem seksualna niezależnie od tego, czy jestem w związku. Moja seksualność jest ze mną zawsze, niezależnie od ilości osób w tym samym pokoju. I nie tylko w tych momentach, kiedy na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna. Czuję ją, kiedy tkanina jedwabnej sukienki pieści moje biodra. Gdy morskie fale flirtują z moim nagim ciałem. W momencie zlizywania z mojej dłoni słodkiego soku koloru krwi, wyciekającego z malin. Gdy czuję pożądanie i podniecenie z tego tylko prostego powodu, że jestem żywa, pulsująca i soczysta.   Dzielę się moją seksualnością z kimś, kto staje się dla mnie ważny. Jednak nie mam oczekiwania, że to on będzie wiedział lepiej niż ja, co ja lubię, czy co mnie podnieca. Dlatego sama dbam o to, by umieć z wprawą poruszać się po wklęsłych i wypukłych, suchych i wilgotnych terenach mojego ciała. Choć nie ukrywam, że to naprawdę rozkoszne, gdy czuły i dociekliwy kochanek z uważnością przeprowadza swoją własną ekspedycję badawczą.   Jednak nie zawsze tak było. Pamiętam dobrze czasy, kiedy od pasa w dół nie czułam NIC. Moje biodra były usztywnione, choć ciało zawsze miałam elastyczne. Siedziałem i chodziłam z mocno ściśniętymi udami. I choć lubiłam kontakty damsko-męskie, przez lata były one, delikatnie rzec ujmując, mało satysfakcjonujące. Bolesne. Trudne. Na zaciśnięciu. Bez kontaktu z samą sobą, czy zaklętą w ciele kobiecością. Bez radości, lekkości i zabawy – ona kiedyś nijak nie kojarzyła mi się z seksualnością.   Wszystko zmieniło się, dzięki pracy nad sobą poprzez ciało. To ono od razu poprowadziło mnie tam, gdzie potrzebowało, najpierw poprzez naukę hawajskiego masażu, potem lekcje otwierającego biodra tańca brzucha, doświadczenia ze świadomymi formami tańca i ruchu, aż do tantry.   I to był w pewnym sensie kres poszukiwań i zarazem początek nowego. Dzięki tantrze, która wielu osobom kojarzy się wybitnie z seksem, a oznacza szerzej rozumianą pracę z energią seksualną czyli siłą życiową, obrałam kurs na nową siebie. Tantra to dla mnie ścieżka rozwoju i przemiany, która uznaje seksualność za ważną, wręcz niezbędną sferę do poszerzania świadomości i umożliwiającą duchową przemianę. Uświęcony seks. Intymność wyniesiona do rangi sztuki. To balsam na zranienia kobiecych wagin i skuteczny „otwieracz” męskich serc. Przestrzeń na spotkanie się z kobiecością i męskością w sobie, a także w innych kobietach i mężczyznach, w których można się przeglądać jak lustrze. Możliwość zakosztowania bliskości, a nawet intymności w bezpieczniej atmosferze. Całe moje ciało pokochało pracę z tą energią. Poczułam wielki szacunek dla kobiet i mężczyzn, kobiecości i męskości. Cieszę się akceptacją ciała - mojego i tych, które mogę podziwiać w ich różnorodności.   Mam wielką… słabość do energii seksualnej. To prawda, jestem dziedzicznie obciążona, bo moja góralska część rodziny jest, można by rzec, gorącej krwi. Babcia Helena, licząca sobie dziś 88 lat, jeszcze kilka lat temu na weselach brała się pod boki i śpiewała:   Felusiu, Felusiu Nie róbże mi krzywdy Ty na mnie wychodzisz Ja na Ciebie nigdy Oj dana, oj dana…. Dla pikanterii dodam, że wspomnianym Feliksem był mój ukochany Dziadek, a piosenki wyśpiewywała Babcia w wiejskim domu ludowym tuż obok kościoła już wiele, wiele lat temu. Bardzo szanuję seksualną i zarazem życiową siłę, która może przejawiać się na różne sposoby i we wszystkich aktach stwarzania - a więc każdego dnia. Hołubię ją, co nie znaczy, że chodzę ulicami i dyszę. Jestem wrażliwa na to, kiedy się pojawia między ludźmi, a może bardziej - gdy ludzie choć trochę pozwalają sobie na to. Tworzę dla niej przestrzeń, kiedy się urzeczywistnia. Moja praktyka to: nie tłumić, nie tłamsić, nie zamykać, lecz pozwalać energii choć trochę się ujawnić. Umiejętnie zastosowany wentyl zazwyczaj sprawia, że napięcie w pomieszczeniu spada i wszystkim robi się milej i cieplej. No, może jednak nie wszystkim. Przyznaję, że często ludzie różnie reagują na tę urzeczywistnioną energię. To się nazywa ryzyko!   Bo w naszym totalnie roznegliżowanym, pełnym półnagich ciał, reklamujących, co tylko się da, świecie, świadoma siebie seksualność ulokowana jest w podziemiach. Nieuznawana przez religię, przyjęta przez kulturę w wypaczony sposób, zepchnięta do zbiorowego Cienia, próbuje znaleźć sobie ujście - w nadużyciach, przemocy, perwersjach. Nic dziwnego, że wiele kobiet i mężczyzn nosi w sobie seksualne zranienia, lęki, wstyd.   Uważam, że wszystko jest w naszych… hmm, rękach. Możemy odkrywać i uzdrawiać swoją seksualność. To proces wymagający wielkiej uważności i delikatności, domagający się innego tempa dla każdej osoby, indywidualnie wypracowanych zasad i świadomie wytyczonych granic. Mocno wierzę, że im więcej kobiet i mężczyzn będzie pracować nad swoją energią seksualną, tym bardziej wszyscy będziemy mieć szansę cieszyć się nią i czerpać z niej siłę. Obejmuję tę piękną energię z wdzięcznością - za dar życia, za piękne spotkania z mężczyznami o otwartych sercach, za ekstazę i błogość. Oraz za ogrom sił do twórczych działań, którymi moja seksualność mnie zasila.   P.S. Kilka dni po napisaniu tego tekstu spotkałam się przy stole podczas uroczystej kolacji z moją Babcią Heleną. Sypała dowcipami, także tymi z podtekstem seksualnym i na koniec wypowiedziała jedno frapujące zdanie: „Kobieta to koryto miodu niewylizanego.” Na moje pytanie, skąd te słowa, odparła: „Ze mnie!”.   Autorka: Izabela Cisek - COACHERKA CIAŁA, nauczycielka SENSualnej SEKSualności, trenerka rozwoju osobistego w obszarze relacji intymnych. Dziennikarka i redaktorka zafascynowana rozwojem. E-Magazyn Endorfina, Tekst pochodzi ze współpracującego serwisu: http://www.dojrzewalnia.pl/endorfina

Dodaj komentarz


Komentarzy: 0

Strefa lekarza Zaloguj się Zarejestruj się