Art

Antyoksydanty – „z czym to się je”?

20.01.2016
Antyoksydanty – „z czym to się je”?

Z pojęciem antyoksydantów (przeciwutleniaczy) nieodzownie łączy się inne – wolne rodniki. Większość z nas zdaje sobie sprawę, że te pierwsze wywierają pozytywny wpływ na nasz organizm. Z prawidłowym określeniem cech wolnych rodników możemy mieć już większy problem – identyfikujemy je z niekorzystnymi procesami – okazuje się jednak, że pokutują w tym zakresie pewne stereotypy. Jedno jest pewne – warto dostarczać naszemu organizmowi antyoksydantów pochodzenia naturalnego. Aptecznego – już niekoniecznie.

Zapoznając się z kolejnymi informacjami na temat zdrowego żywienia, niejednokrotnie wpadamy w pewne zakłopotanie – może się bowiem czasem wydawać, że wiedza ta nie jest do końca spójna, a tezy z jednego artykułu czy poradnika zaprzeczają podanym w innych publikacjach. Tak jest m.in. z antyoksydantami.

Z jednej strony poleca się dietę bogatą w te związki, z drugiej – jeśli opisuje się ich dobroczynne działanie na organizm, jednocześnie, na zasadzie antytezy, przedstawia się wolne rodniki. Tymczasem musimy sobie zdać sprawę z tego, że organizm, do sprawnego funkcjonowania, przede wszystkim potrzebuje stanu równowagi – oznacza to konieczność korzystania ze sporych zasobów przeciwutleniaczy, ale również z niewielkich ilości wolnych rodników, które pełnią dość istotną funkcję w niwelowaniu różnego rodzaju toksyn.

Skąd więc ich zła sława? Niestety, niezdrowy tryb życia (źle zbilansowana dieta, mało pełnowartościowych składników odżywczych, niewielka albo żadna aktywność fizyczna, stres, używki, przebywanie w zanieczyszczonym środowisku) powoduje, że nasz organizm często doświadcza tzw. stresu oksydacyjnego, co oznacza zdecydowanie za małą podaż antyoksydantów, w porównaniu z wolnymi rodnikami.

W takich warunkach atakują one zdrowe komórki i struktury DNA, przyczyniając się do szybszego starzenia się organizmu i występowania chorób cywilizacyjnych, m.in.: chorób układu krążenia, cukrzycy, nowotworów, choroby Alzheimera.

Gdy (z różnych powodów) nasz organizm jest wyczerpany i wykazuje bardzo słabą odporność, konieczne jest podawanie antyoksydantów w formie preparatów. W każdym innym przypadku – np. wtedy, gdy na co dzień dbamy o zdrowie – korzystanie z nich może oznaczać nadpodaż antyoksydantów, które „wymiotą” zbyt wiele wolnych rodników – wtedy na pewno nie będzie to działanie racjonalne.

Zawsze wskazane jest natomiast codzienne komponowanie zdrowego menu. Pamiętajmy o zasadzie regularnego spożywania niewielkich porcji posiłków, w których nie powinno zabraknąć najistotniejszych składników – w tym warzyw i owoców – wyjątkowo bogatych w naturalne antyoksydanty.

C+A+E. Wzór na antyoksydant idealny

Nie pomylimy się, jeśli te trzy litery przypiszemy popularnym witaminom. Tak – to jedne z najsilniejszych i najbardziej uniwersalnych przeciwutleniaczy – ich niewątpliwym walorem jest również różnorodność i częstość występowania.


  • Witamina C (kwas askorbinowy). Bez odpowiedniej ilości tej popularnej witaminy, na pewno nie będziemy się cieszyć dobrym zdrowiem – będzie nam brakowało odporności, dlatego nie żałujmy sobie: cytrusów, aronii, czarnej porzeczki, owoców dzikiej róży, papryki, warzyw kapustnych czy zielonej pietruszki.

  • Witamina A – zazwyczaj mówiąc o niej, mamy na myśli prowitaminę A, czyli beta-karoten. Witaminę A znajdziemy zarówno w produktach pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego. Pamiętajmy o tym, by prowitaminie pozwolić przekształcić się w witaminę, dlatego warzywa w nią obfitujące (m.in.: marchew, dynię, czerwoną paprykę, szparagi czy brokuły) zawsze spożywajmy w towarzystwie zdrowych tłuszczów (najlepiej, jeśli będą to oleje i oliwa z pierwszego tłoczenia). Witamina A występuje również w: żółtkach jaj, w maśle i w rybach. Niezależnie od źródła pochodzenia, witamina A wyróżnia się silnym działaniem na niechcianą (zbyt dużą ilość) wolnych rodników w organizmie, pomaga też zachować w dobrym stanie wzrok.

  • Witamina E – zestaw witamin A i E znany jest wszystkim osobom dbającym o urodę. Nazywane są witaminami młodości – jako antyoksydanty zapobiegają starzeniu się komórek, wspierają też w sposób szczególny kondycję skóry i włosów. Witaminę E znajdziemy w pełnoziarnistych produktach zbożowych, w orzechach, czy też w pestkach dyni.


Antyoksydacyjna moc minerałów

Jeśli chcemy korzystać z dobroczynnej mocy przeciwutleniaczy, nie zapominajmy także o wyjątkowo bogatych w nie minerałach, takich jak: cynk, selen, miedź i mangan. Na dobrą kondycję komórek naszego organizmu wpływa m.in. cynk – naturalne źródła tego pierwiastka to: pieczywo pełnoziarniste, kasze, makarony razowe, drożdże, soczewica, soja, groch, fasola i inne rośliny strączkowe, orzechy, jajka oraz ryby. Dobrym źródłem selenu są ryby morskie, niedobory miedzi uzupełnimy spożywając m.in. otręby i ryby, a różne gatunki orzechów i produkty z pełnego ziarna zbóż pomogą nam wzbogacić dietę o mangan.

Likopen i pomidory

Likopen, jako jeden z ważniejszych karotenoidów (barwników występujących naturalnie w roślinach i wykazujących działanie antyoksydacyjne) jest wart dodatkowej wzmianki. To właśnie likopen jest głównym bogactwem uwielbianych przez większość z nas pomidorów. Dzięki niemu te smaczne i piękne warzywa pomagają nam w zwalczaniu czynników odpowiadających za wystąpienie zmian nowotworowych, dzięki likopenowi wesprzemy też solidnie układ krwionośny.

Pamiętajmy jednak, że działanie likopenu jest zoptymalizowane wtedy, gdy dostarczamy go do organizmu z tłuszczami (w których się rozpuszcza). Pomidory w wersji termicznie przetworzonej są (w przeciwieństwie do większości innych warzyw) bardziej cenne niż w stanie surowym. Dlatego raczmy się jak najczęściej sosami i zupami pomidorowymi, a także dobrej jakości ketchupem.

Luteina, zeaksantyna i szpinak

Są niezbędne dla zachowania w dobrej kondycji narządu wzroku. Efektywnie redukują zbyt dużą ilość wolnych rodników mających negatywny wpływ na zdrowie oczu. Są również bardzo skuteczne w zwalczaniu niekorzystnego wpływu promieniowania UV. Zanim sięgniemy po gotowy preparat apteczny, zainwestujmy w naturalne źródła luteiny i zeaksantyny. Znajdziemy je w dużych ilościach m.in. w szpinaku, który na szczęście pozbył się już „metki” najbardziej znienawidzonego warzywa dzieciństwa.

Dziś szpinak występuje zarówno w wykwintnym menu restauracyjnym, jak i w prostych, ale bardzo smacznych domowych daniach (pierogi ze szpinakiem, naleśniki, kotleciki, sałatki, itp.). Jeśli mimo to nie gustujemy w nim – warto, by w naszym domowym menu znalazły się rośliny kapustne, nie zapominajmy również o jajkach – a właściwie o żółtkach. Dieta oparta na tych składnikach na pewno będzie bardzo korzystna dla naszego wzroku.

Zielona herbata, czystek, czerwone wino, kakao i flawonoidy

Wyodrębniono już kilka tysięcy tych cennych związków, które celują w zwalczaniu nadmiaru wolnych rodników – dzięki nim choroby (w tym nowotwory) mają mniejsze szanse na rozwój. Stosując je w codziennej diecie, sprzyjamy dobrej kondycji komórek, które stają się też mniej podatne na procesy miażdżycowe – wolniej się starzeją i stają się bardziej odporne na działanie niekorzystnych czynników.

Tak jak wskazuje nagłówek – znajdziemy je m.in. w czystku – który niemal z miesiąca na miesiąc zyskuje sobie coraz większą popularność. Trudno się temu dziwić, jeśli zauważymy chociażby jedną z jego wielu wyjątkowych właściwości prozdrowotnych – antyoksydacyjne działanie czystka jest ok. trzy razy mocniejsze niż zielonej herbaty!

Flawonoidy znajdziemy też w wielu warzywach i owocach, szczególnie tych mocno ubarwionych. Nie żałujmy więc sobie w codziennej diecie: pomidorów, brokułów, warzyw strączkowych czy papryki. Nie zapominajmy też o aronii, arbuzach i czarnych porzeczkach. Kolejne cenne źródła flawonoidów to: kasza gryczana, oleje i oliwa.

 

Zalety diety bogatej w antyutleniacze nie są z pewnością wiedzą tajemną. Większość z produktów, w których znajdziemy pokaźne ilości tych związków, stosujemy w naszych kuchniach często. Najważniejsza wskazówka dotyczy zatem regularności ich spożywania – tylko wtedy będą miały szansę zmniejszyć stres oksydacyjny i realnie wspomóc nasze zdrowie.

 

Autor: Joanna Racław

Źródło: www.wygodnadieta.pl

 

Dodaj komentarz




Komentarzy: 0

Art

Pierwsza pomoc na oparzenia - domowe sposoby

19.01.2016
Pierwsza pomoc na oparzenia - domowe sposoby

W chwilach paniki, tuż po oparzeniu często nie wiemy co zrobić, żeby ukoić ból. Jest kilka prostych sposobów, które warto wtedy wykorzystać, pomoże to zmniejszyć nieprzyjemne doznania, ale też ukoi skórę, pomoże zapobiec powstaniu blizny. Najlepsze do tego są domowe sposoby, poza schłodzeniem oparzonego miejsca i natychmiastowego polania zimną wodą, warto pamiętać o chociaż jednym z tych sposobów:

1. Aloes. Świeży sok z aloesu, wydobyty z dużego liścia to najlepsze lekarstwo nie tylko na oparzenia, ale na wszelkie rany. Daje uczycie ukojenia i świetnie nawilża skórę. Poza okładaniem nim rany, można dodać miąższ do pitej wody, albo do koktajli.

2. Miód. Ma działanie kojące i nawilżające skórę. Najlepszy jest jak najmniej przetworzony miód prosto z pasieki. Nakładanie go na skórę kilka razy w ciągu dnia przyspieszy gojenie i sprawi, że zniknie uczucie ściągniętej skóry.

3. Olejek lawendowy. To jedyny olejek eteryczny, który można nakładać bezpośrednio na skórę. Słynie z działania kojącego, dzięki jego szybkiej aplikacji skóra ładnie się goi i nie ma blizny po oparzeniu. Wystarczy kilka kropel zaaplikowanych bezpośrednio na ranę. Ważne, żeby olejek był naturalny i nie zawierał syntetycznych zapachów

4. Olej nagietkowy. Nagietek słynie z kojących właściwości, jest częstym składnikiem w kremach dla cery wrażliwej czy suchej. Przyspiesza proces regeneracji, dobrze nawilża i koi skórę. Dzięki niemu skóra szybciej się zagoi.

Warto mieć w domu chociaż jeden z tych składników i pamiętać o jego właściwościach. Każdy z nich pomoże skutecznie złagodzić stan po oparzeniu i przyspieszy proces gojenia. Bardzo ważne jest też nawilżanie skóry w czasie regeneracji.

Można też przygotować sobie domowe „lekarstwo” na oparzenia. W niewielkim słoiczku przygotuj mieszankę oleju kokosowego, około 4 łyżki roztopionego oleju zmieszaj z 15 kroplami naturalnego olejku lawendowego. Słoik możesz przechowywać w lodówce, albo w chłodnym miejscu. Olej kokosowy ma właściwości kojące i nawilżające, dobrze pielęgnuje skórę, olejek zadziała leczniczo. Taka mieszanka może też przydać się w przypadku innych ran, np. skaleczeń czy zadrapań, dlatego warto mieć ją pod ręką.

 

Daria Występek

 

Dodaj komentarz




Komentarzy: 0

Art

Jak odzwyczaić dziecko od smoczka?

18.01.2016
Jak odzwyczaić dziecko od smoczka?

Odruch ssania wykształca się u dziecka jeszcze przed narodzeniem w życiu płodowym. To przygotowanie do karmienia, jednak potrzeba ssania u dzieci jest tak silna, że nie ogranicza się jedynie do spożywania posiłków. W takich sytuacjach przydaje się smoczek. Uspokaja, daje ukojenie, często także pomaga w zasypianiu. Stosowany z rozsądkiem może być dużą pomocą dla rodziców. Jeśli jebak smoczek będzie trzymany przez dziecko cały czas, może mieć to niekorzystne skutki, np.wady zgryzu, problemy z prawidłową wymową.

Jedne dzieci z czasem same odrzucają smoczek, u innych jest to dłuższy proces. Nie ma na to jednej reguły. Pierwsza okazja do odstawienia smoczka pojawia się po 6 miesiącu życia, dziecko dynamicznie się rozwija, może się zdarzyć że zapomni i smoczku. Zazwyczaj jednak dzieci czuja potrzebę ssania smoczka trochę dłużej. Dziecko nie powinno używać smoczka po drugim roku życia. W tym czasie lepiej radzi sobie z emocjami, zaczyna postrzegać siebie jako odrębną jednostkę. To może być dobry czas na pozbycie się smoczka.

Nawyk ssania smoczka może być ciężki do wyeliminowania u dzieci, które używały go zbyt często. Smoczek nie powinien być jedynym uspokajającym nawykiem malucha. Warto mieć różne alternatywy i np. śpiewać dziecku kiedy płacze, bawić się z nim kiedy marudzi. Smoczek można też zamienić z przytulanką. Odzwyczajenie od smoczka trwa zazwyczaj kilka dni, w tym czasie dziecko potrzebuje więcej czułości. Dzięki temu dziecko nie będzie odczuwało, że jest za coś karane. Rodzice muszę być konsekwentni i nie sięgać już po smoczek, nawet jeśli dziecko bardzo się go domaga. Jeśli masz obawy czy wytrzymasz, najlepiej od razu wyrzuć wszystkie smoczki z domu.

Nie należy też dziecka zawstydzać. Można wytłumaczyć, że duże dzieci nie potrzebują już smoczka, może nawet uda się je przekonać do jego wyrzucenia.

Poświęcenia dziecku jak największej ilości czasu to najlepsze co możesz dla niego zrobić w tym czasie. Dzięki temu nie odczuje dużego braku. Dzięki obecności rodzica dziecko będzie wiedziało, że zawsze może się przytulić kiedy będzie potrzebowało uspokojenie i ukojenia. Doceń fakt rozstania ze smoczkiem, chwal i podkreślaj jego samodzielność.

 

Daria Występek

Dodaj komentarz




Komentarzy: 0

Copyright ©2017 RankingLekarzy.pl

Zapytaj lekarzaStrefa lekarza Zaloguj się